środa, 17 czerwca 2015

Proszę państwa od gazu



Skończyłem ten remont. pięknie jest. A co najważniejsze cicho i czysto. W miarę czysto, bo jebany pyl wychodzi z zakamarków cały czas i popierdala po chacie. 
Z tej okazji, że remont zakończony, wspólnota mieszkaniowa postanowiła zafundować mojej klatce wymianę instalacji gazowej, która znajduje się przede wszystkim kuchni i przedpokoju. Świeżo wyremontowanych. Pięknych. Dziewiczych.. Coś we mnie umarło. Kilka razy.
Powiedzieć muszę, ze coś tam mówili na zebraniu na początku roku, że taka impreza może mieć miejsce i że tępym chujem jestem, że to info zlałem ciepłym moczem i za remont wziąłem się wcześniej i z dupy. Ale w tym momencie należy wspomnieć, że od pięciu lat na zebraniach wnoszona jest konieczność założenia liczników na grzejniki. Proszę zatem zgadnąć, o ile liczników na C.O. w tym czasie wzbogaciła się moja rezydencja. Dla ułatwienia dodam, ze ich liczba jest równa sumie moich Nobli z literatury i medycyny.
Sami więc widzicie, skoro przez pięć jebanych lat nie byli w stanie założyć ani jednego pierdolonego licznika, to dlaczego miałem zakładać, że wymianę rur z gazem, która to przedsięwzięciem pierdyliardkrotnie większym jest, ogarną w kilka miesięcy. Coś koło emerytury się tego spodziewałbym.
Co więcej, kiedy już ploty po sąsiadach zaczęły chodzić, ze coś jest na rzeczy, to zadzwoniłem do działu technicznego wspólnoty, żeby je potwierdzić. Powiedzieli, że nie, oni nic nie wiedza, jaka wymiana panie. Jak będzie to oni dadzą znać z wyprzedzeniem.
Na drugi dzień pojawiła się kartka na klatce, że pojutrze zacznie się wymiana.
Kurwa mać, widać zupełnie inaczej niż dział techniczny interpretuję czasookres słowa "wyprzedzenie". Rzekłbym nawet, ze w chuj inaczej. O ogarnianiu własnej kuwety to se pozwolę nie wspomnieć nawet.
Tak więc przede mną dni uciechy i wesołej wrzawy. Jeden plus, ze z panami od wymiany udało mi się ustalić konkretny termin wjazdu na chatę, choć lekko nie było. Trochę czasu zajęło wytłumaczenie im, że nie będę warował w domu 24/7 i to, że wpadną jakoś na dniach ni chuja nie jest informacją satysfakcjonującą. 
Dawno nie słyszałem wiertarki, stęskniłem się za odgłosem cięcia rur, zapachem spawania. A teraz wszystko dostanę w gratisie. Kurwa.

niedziela, 31 maja 2015

I'm not the only gay in the village

Remont skończony. Kamień chyba wyszedł. Chyba, bo porodu jako takiego nie było. Zamiast niego dr P w USG znalazła mi torbiel w wątrobie. Złośliwie.
To tak w telegraficznym skrócie.

Wczoraj w Gda odbył się pierwszy trójmiejski marsz równości, na który się przyznaję, nie chciało mi się zupełnie iść, bo mam konsolę i nie potrzebuję wychodzić z domu, bo mam konsolę i nie potrzebuję kontaktów międzyludzkich, bo stres związany z planowaną kontrmanifestacją środowisk narodowych i potencjalnym wpierdolem. Jednak polski rząd i prezydent elekt mnie namówili.
Po raz kolejny został odrzucony projekt o związkach partnerskich, a prezydent elekt popełnił pierwszą wypowiedź o gejach.
Marsz okazał się wielkim. Mnóstwo uczestniczących osób, naprawdę wiele. O wiele więcej niż się spodziewaliśmy. Wiecie jak to jest pierdyliard zapowiedzi, a stawia się zaledwie garstka. Ludzi przyszło takie mnóstwo, że kontrmanifestacja wyglądała przy nas śmiesznie. A szczególnie mnie wzruszyło, że przyszły pary i osoby hetero, a szczególnie, szczególnie, że maszerowały z nami te normalne rodziny z dziećmi, które najwięcej powinny się obawiać zniszczenia przez LGBT. Był ambasador Szwecji z żoną, była poseł Wanda Nowicka, był prezydent Robert Biedroń, było ponad 2000 osób, którym serdecznie za obecność dziękuję. Nie obyło się bez incydentów. Zostaliśmy obrzuceni jajkami, trasę przemarszu blokowała gdańska radna PiS-u wraz z rodziną, a przez cała trasę narodowcy popierdlalali obok pokazując faki i skandując* wyzwiska, więc jakiś tam niesmak jest. Otoczeni byliśmy jednak kordonem policji, którym szacun za profeskę. Sumując- marsz na wielki plus, za rok ma być kolejny. Zapraszam.

Wróćmy teraz do prezydenta elekta, bo w końcu też się przyczynił do tego, ze liczba uczestników była większą niż miała być. W jednym z pierwszych wywiadów został pan zapytany, co się stanie jak homoseksualiści będą chcieli z panem rozmawiać. Zaczął pan bardzo ładnie, ze jasne, że my tez są ludzie, że szacunek się należy, że nawet by pan u siebie w kancelarii zatrudnił. I na tym mógł pan zakończyć i byłby szok dla wszystkich, a dla nas wstrętnych pedaliszcz zwłaszcza, ale widać się nie dało, że prawdziwa siła przekonań przebiła się przez ugładzoną gadkę i wypowiedź zakończył pan:
"Nie wyobrażam sobie, żeby mi ktoś półnagi paradował po kancelarii”
Panie prezydencie elekcie ja pierdolę, dla pańskiej informacji ja też se nie wyobrażam, żeby mi ktokolwiek po gabinecie popierdalał półnagi, chyba że to pacjent w trakcie badania, ale wtedy też raczej nie popierdala tylko siedzi, albo leży na kozetce, bo wie pan, zajebiście ciężko jest coś wybadać przez ubranie zwłaszcza u osoby, która se gania w te i wew te po tym gabinecie, a nie daj Bóg jeszcze spierdala na korytarz. Ponadto chuja mnie by obchodziło w tym momencie jakiej orientacji i płci jest dana osoba, tylko kierowałbym się w stronę telefonu, żeby umawiać konsultację psychiatryczną w trybie pilnym. Proszę więc mi powiedzieć z jakiej dupy pan wyciągnął swój obraz przeciętnego geja i jego pracowniczego stajlingu, bo zakładam, że nie odnosi się on tylko do pracy w kancelarii. Naprawdę pan myśli, że pedalskimi priorytetami na zakładzie pracy nie są zarabianie pieniędzy i rozwój kariery tylko, kurwa, jakiekolwiek obnażanie się. Jak pan se, kurwa, takiego mnie w robocie wyobraża? Że nie wiem "paraduję", kurwa, w dni parzyste z gołą klatą, a w nieparzyste z chujem na wierzchu. Koniecznie  w kusym kitlu, żeby tego chuja przypadkiem nie zasłonić. Poza tym, ze w dni chuja na wierzchu nie siadam za biurkiem tylko na nim, bo, kurwa, inaczej tego chuja na wierzchu nie byłoby widać.
Nie wiem, pan myśli, że ja do pracy przychodzę, żeby ludzi leczyć, czy, kurwa, szamać dzidę każdemu facetowi w zasięgu wzroku, a z roboty mnie za to nie wypierdalają, bo wszechobecne lobby homoseksualne ma się, kurwa, świetnie i chroni mnie na każdym kroku.
Można powiedzieć,że się panu wymsknęło tak niefortunnie tylko, że jestem jadowitą, niesprawiedliwą ciotą, która się złośliwie przypierdala. Śmiem jednak twierdzić, że nie, że w tym stwierdzeniu wyszło, co pan tak naprawdę o nas myśli, że piękne frazesy będą trwać do wyborów parlamentarnych, a wtedy rozpocznie się festiwal ściągania masek

*- nieodmiennie mnie rozbraja, że część ichnich śpiewów jest na melodię "Go West", jednej z bardziej pedalaskich piosenek ever. Tyle lat, tyle lat i nikt tym biednym chłopcom nie powiedział, jak bardzo sami ten homoseksualizm promują

czwartek, 7 maja 2015

Rise like a phoenix

Nie do końca, ale o tym później.
Remont zakończony sukcesem, prawie. Jaram się kuchnią, a najbardziej się jaram zmywarką. Po pierwszym użyciu awansowała do najbardziej zajebistego sprzętu AGD na chacie a wszystkie sztućce i naczynia zostały poinformowane, że albo się nadają do mycia w niej, albo sorry bardzo wypierdalają z tego domu i nie ma, kurwa, zmiłuj się.
Sam remont, jak państwo mogą sobie wyobrazić, był koszmarny i powodował liczne załamania nerwowe związane z syfem, niespodziewanymi wydarzeniami i nieprzewidzianymi wydatkami. (Naprawdę jestem pełen podziwu, ze narzeczony mnie nie zajebał w trakcie. Wiele razy. Ze szczególnym okrucieństwem). Chwilowo więc finansowo stoję dość kiepsko i tylko wiek po trzydziestce powstrzymuje mnie przed kupczeniem swoimi wdziękami. O tyle to słabe jest, że w ramach szalonej dość fantazji i że skoro jest burdel i tak, a zostało materiałów budowlanych, to jebnie się jeszcze remont w przedpokoju. Tak więc za parę dni a piać, kurwa, od nowa.
Ale chwilowo jest w pizdeczkę. Nie do końca, ale o tym później.
Ponadto skoro nagle zacząłem stać cienko z kasą, ale równocześnie byłem na granicy obłędu (co jest dość szerokim pojęciem, bo mam wrażenie, ze to bycie na granicy obłędu to u mnie raczej stan przewlekły), to wiadomka, że należy resztę pieniądza rozpierdolić na produkty pierwszej potrzeby podtrzymujące nikłe funkcje życiowe. I tak stałem się posiadaczem konsoli z wieloma grami, co coraz bardziej przybliża mnie do kariery nolife'a. Jedyne usprawiedliwienie, które mogę dla siebie znaleźć to fakt, że kupiona została z drugiej reki, po znajomości i że to naprawdę była zajebista okazja. Poza tym jak gram w gry, to mi cześć potrzeb fizjologicznych zanika, więc na przykład na żarcie nie wydaję prawie nic, a wodę z kranu i tak pije. No i oczywiście też zakupiłem, żeby się zmywarce w dupie nie poprzewracało, że taka zajebista jest, żeby zapanowała w domu zdrowa konkurencja o moje względy
I już było pięknie, już normalność prawie wróciła w progi, bo ten przedpokój to pikuś i mały chuj, bo i tak będę spuszczać wpierdol demonom, więc chuj że się pyli i coś rżnięte jest, ja tu świat przed zagładą ratuję, ale się nieco popierdoliło w półfinałach. Pewnie gdzieś tam wspominałem, ale może umknęło, albo się zapomniało, że jako drugą specjalizację robię nefrologię, więc wystawcie sobie tę niesłychana, wręcz skurwiałą złośliwość losu, która spowodowała, że pewnej pięknej nocy wylądowałem na lokalnej Izbie Przyjęć z atakiem kamicy nerkowej. bardzo zajebiście, kurwa, śmieszne. Naprawdę bym się jeszcze szczerzej pośmiał, ale trochę mnie wciąż napierdala. Znaczy w porównaniu z tym jak nie napierdalało, to w tej w chwili jest czad i baja i nie boli nic a nic. Bierę se leki i czekam na rozwój wypadków, który dosłownie i przenośni będzie chujowy, gdyż albowiem ponieważ ten jebany kamień musi jakoś sobie ze mnie wyjść. Na ostatnim RTG jamy brzusznej siedział se jebaniec przy pęcherzu, jako że mnie nie boli od jakiegoś czasu to zakładam, ze musiał opuścić moczowód i do pęcherza wpaść i tam se popierdala w te i wew te szukając jedynej drogi wyjścia na świat zewnętrzny przez biedną moją cewkę moczową. Prawdopodobnie rodzenie kamienia  i związane z tym atrakcje to jedyny powód, dla którego jakikolwiek facet chciałby mieć kiedykolwiek  mniejszego pindola, bo jakoś inne mi do łba nie przychodzą. Zresztą ten jest wystarczająco traumatyczny i jakoś nie potrzebuję innych wymyślać.
Tak więc kontynuacja remontu, poród, a potem, a potem, potem to tak, kurwa, rajznę lajk a finiks, że ja pierdolę (chyba że chuj mnie trafi i zdechnę, aczkolwiek liczę, że jednak nie)


wtorek, 31 marca 2015

Ha!

Pewnie wszyscy myśleliście, że w marcu nic nie napisze, a tu proszę. Aczkolwiek kilka fajnych i prześmiesznych notek poszło w pizdu, bo dyżur i takie tam. Z drugiej zaś strony zauważyłem, że jak nie pisze to mam o wiele więcej lajków na fejsiku, bo nie obrażam niczyich uczuć czy tam religijnych, czy tam politycznych.
W tym miesiącu czasowo byłem w dupie bardziej, gdyż w końcu się zdobyłem na decyzję, że jakiś remont w rezydencji by w końcu trzeba uskutecznić. Na pierwszy ogień idzie więc kuchnia, bo nienienie, nie dlatego nie pisałem, bo remont był w toku, no bez jaj. Sam projekt i plany mnie doprowadziły już na granice obłędu i histerii, a pierwsze roboty dopiero się zaczynają. Chociaż sądze, że może dam radę, bo skoro przeżyłem wizytę w szwedzkim sklepie meblowym, do którego organicznie wręcz nie cierpię chodzić, bo mnie wkurwiają tłumy i ich próby zaimponowania sobie nawzajem, kto jest największym tępym zjebem, to nadzieja jest. Byłem w ogóle tam bohaterem w swoim domu i nie tylko, bo słownie znieważyłem tylko dwie osoby, a  chciałem więcej, taki dzielny jestem cały.
Zachwyciło mnie natomiast wybieranie farb, bo ściany chce se jebnąć na szaro, ale nie tak łatwo szanowne państwo, bo w przemyśle farbiarskim nie funkcjonuje kolor szary. Nie dość tego, nie funkcjonują nawet takie barwy, jak jasnoszara i ciemnoszara. Mamy za to betonowy, kwarc dymny, angielską mżawkę, stalowy, zimną elegancję i mój absolutnie ulubiony, na który jestem totalnie zdecydowany nawet jeśli mi nie będzie do niczego pasować: "syreni śpiew". Czujecie to, ściany w kolorze syreniego śpiewu, nie ma w tych dwóch słowach ani jednego "ą" i "ę", a i tak przy wymawianiu się czuje człowiek celebrity i high society, że ma perspektywy i przyszłość i wie, że mu Posh Spice zazdraszcza. I z tym niepasowaniem to żarcik rzecz jasna, jakim cudem "syreni śpiew" mógłby do czegokolwiek nie pasować (żeby nie psuć nikomu radości i nie przecinać żyłki detektywistycznej, nie wrzucam barwnej ryciny, ani linczka żadnego. Wiem, że i tak sie nie oprzecie i będziecie góglać. A jeśli nie, cóż wasza strata, ze pozbawiliście się niewiarygodnych doznań estetycznych i spisaliście swoje życie na straty)
Zanim to jednak nastąpi muszę przeżyć okres, kiedy to czajnik mam w kiblu. Jeden plus, ze w czasie porannego szczocha mogę se wodę na kawę wstawić. Kubki i kawę mam jeszcze w pokoju. Jeszcze.

piątek, 27 lutego 2015

Baś, baś jelonku

Post moze nieco wtórny, bo część osób widziała na moim prywatnym fejsie, ale większosć nie widziała, więc wychodzi na plus. Otóż dostałem ci ja pocztą tajemniczą przesyłkę sygnowaną pieszczątką, że wygrałem wyjebisty konkurs "Laur Pacjenta". Znaczy to, ze jestem jednym z wykurwistszych lekarzy w Polsce, a poza tym, że jestem wykurwisty, to pacjenci mnie cenią bardziej niż innych, o wiele bardziej. Bardziej, ze ja pierdolę. i z tej okazji właśnie dostaję tę laurkę. O tę poniżej


Wpierw proszę zwrócić uwagę na moje mistrzostwo w paincie i ukrycie danych osobowych. Po zwróceniu uwagi można się onanizować nad moją zajebistością. I wiem, że ciężko, bo potrzeba masturbacji na widok tej foci pilna fchuj, ale proszę pamiętać o zdjęciu wprzódy odzieży i bielizny.

 Po osiągnięciu satysfakcjonującego, w co nie wątpię, orgazmu przechodzimy do dalszej części notki.

Wiecie szanowne państwo, ja jestem egocentryczny i próżny, ale nie można mi zarzucić, ze jestem głupi, więc w pizdeczkę by było dostać taki wyraz uznania w imieniu pacjentów, ale nie czarujmy się, naprawdę szczerze wątpię, żeby którykolwiek z moich na mnie zagłosował. Gdyż albowiem ponieważ bo:
-część mnie nienawidzi i życzy mi, żebym zdechł (najczęściej ze wzajemnością)
A z tych którzy mnie lubią i cenią:
-prawdopodobnie żaden nie wiedział o konkursie
-część nie ogarnia rzeczywistości
-część ma na takie zabawy wyjebane
-część nie żyje (taki urok  pracy w hospicjum)

Jeśli te powody mojej niewiary w bycie zwycięzcą (jestem zwycięzcą!) nie są dla państwa wystarczające, to proszę spojrzeć w lewy górny róg fotografii, gdzie stoi, ze dyplom dyplomem, ale żeby się nim posługiwać prawnie i publicznie muszę do nadawcy wysłać 360 złotych pieniążków polskich i wtedy to nawet moje imię i nazwisko na stronie laurpacjenta.pl będzie. Tak więc naciąganie, chuj i kłamstwo, a nie, kurwa, miss popularności. A już wdziewałem szarfę i diadem, a już się uczyłem machać dłonią, jak królowa Elżbieta.
Oczywiście strasznie mi przykro, ze nie zostałem miską, ale ma naprawdę mnóstwo pomysłów na przekurwienie 360 PLN, stada całe. Co nie zmienia faktu, ze skoro dostałem super zajebisty, ale chuja ważny certyfikat, to se pokseruję i przekażę pracodawcom wszystkim, żeby też mogli dostąpić podniety i niczym nie skrępowanej onanizacji. 

A na podstawie kolorowej ryciny można też wywnioskować, ze w najbliższym czasie moje stosunki z lokalnym listonoszem mogą się popsuć, bo tym razem chuj, przesyłka o kant dupy rozbić, nic ważnego, więc nie będę składał reklamacji, że do skrzynki trafiła sprasowana wpół mimo wyraźnego info na kopercie "nie zginać", ale zdarzyć się może, że tą drogą będą mi inne tym razem ważne certyfikaty przychodzić i wówczas moze mnie nieco chuj trafić.

sobota, 7 lutego 2015

Pieniążek dla Bozi

Robienie specki na kontrakcie to kupa i kał, podpierdalać trzeba na staże w czasie oficjalnie wolnym, a jeszcze się wpierdoliłem w feryjny okres urlopowy, więc zamiast wypieprzać z palmy najpóźniej o dwunastej, to dostałem własną salę, własnych pacjentów i siedzę tam w pełnym wymiarze etatu, ale za to za zupełną darmoszkę. Czad i odjeb.
Jednak nie umknął mi, mimo zapierdolu, pierwszy pomysł arcybisgłupa Hosera, na który jestem gotów się zgodzić. Otóż Hoser se wymyślił, że chciałby, żeby ateiści zaczęli płacić podatek na kościół, niby ci wojujący tylko, ale pewnie ma na myśli wszystkich. Chciałby opodatkować, gdyż "oni tak naprawdę żyją nieustanną negacją tego, czym jest Kościół i Pan Bóg". Ja tam się na prawie podatkowym za chuj nie znam i dla mnie to taki powód z dupy, żeby wprowadzać nowy podatek, ale skoro się nie znam, to się wypowiadać nie będę może. Niech se wprowadza, mi to nie robi, raz że w papierach mam, że jestem katolikiem, więc mi skoczyć może. Dwa, że nawet, jak będzie jakieś śledztwo i się okażę, że poza papierem to nie mam nic z kościołem wspólnego, to powiem, ze jestem żarliwym agnostykiem i tu mi skocz raz jeszcze, bo podatek dla ateistów tylko. Poza tym jeśli w jakikolwiek ten absurdalnie debilny pomysł zafunkcjonowałby w rzeczywistości, to wówczas taki chuj mnie trafi, że w końcu zaangażuję się społecznie i ze wszystkich sił zacznę promować moją super zajebistą ideę oparta na założeniach podobnych do Hoserowych. Otóż jestem totalnie za, żeby kościół zaczął płacić podatek na pedałów, gdyż on tak naprawdę żyje nieustanną negacją homoseksualizmu w każdym zakresie. I ciekawy bardzo jestem, kto by na tym lepiej wyszedł ty głupi chuju.

A a propos podatków, to przypominam i polecam uwadze linczek po stronie lewej- 1% dla Sówki

wtorek, 20 stycznia 2015

Wiele hałasu

Mam za swoje, poradziłem Terlikowi, żeby oblizał palce i teraz oblizuje. W trosce o swoje zdrowie psychiczne staram się unikać jakichkolwiek info i wypowiedzi z dupy wyjętych ekspertów w temacie "pigułki po", ale się, kurwa, nie da. Gdzie się nie spojrzę, to albo Terlik ze swoją ślubna dupą wyskakują, albo jakiś biskup-jaja-se-wyskub, drze ryja, że grzech ciężki. Przy czym wyskakiwanie Terlika jest tak intensywne, że niedługo pewnie go w swojej łazience znajdę, jak wodę z kibla chłepcze. No kurwa. Tak wewnętrznie czuję, że powinienem się zagłębić w temat, wygrzebać i skomentować wypowiedziane bzdury i debilizmy, wyśmiać jednego, kurwa, z drugim, ale, no kurwa, nie dam rady. Wyczerpały mi się chwilowo limity, punkty, umowy z NFZ-em, w ogóle wszystko i łeb mnie od tego napierdala. A już w ogóle szczytem wszystkiego była dzisiejsza siłownia, gdzie se siedzę i ćwiczę, żeby w lato pretendować do tytułu lokalnego boga seksu (pomijam fakt, że szanse na ten tytuł mam tylko i wyłącznie, jeśli lokalizację zawęzimy do mojego lokum* mieszkalnego, pod warunkiem, ze będę w nim sam) i siłą rzeczy gapię się w telewizor, który zawieszony akurat był na przeciwko mojego stanowiska. A tam "pigułka po" to dla katolika grzech ciężki. Kurwa, wypierdalać. Ja tam chodzę, żeby się odprężyć i odmóżdżyć, cała krew ma mi w mięśnie płynąć, żeby rosły duże i jędrne, a mózg omijać, wiec za jakie grzechy mi takimi informacjami po oczach napierdalacie?! Bo pomijając fakt, że temat mnie wkurwia, to dodatkowo zaczyna się proces myślowo-lingwistyczny, a dlaczego katolik miałby tę tabletkę wpierdalać? Prędzej katoliczka i to do nich powinno być skierowane to info, ale nie. Standardowo kościołowi kobiety kolo chuja latają, nie ma ich. Jest kościół przenajświętszy, są plemniki, komórki jajowe, zygoty, zarodki, komórki, macierzyste. Gdzieś tam czasem trafia się ojciec, mąż, pan i władca, ale kobiet w tym wszystkim nie. Sprowadzane są do rzeczownika w zdaniu, bo czasem ciężko to zdanie bez niego ułożyć. I tyle. A mi w tym czasie krew do mózgu płynie, zamiast energię i aminokwasy do szerokiej klaty i barczystych ramion doprowadzać. I potem mnie łeb napierdala.

*- powtórzenia zamierzone, żeby pokreślić lokalność lokalizacji.