poniedziałek, 31 sierpnia 2015

"Wesoła" wdówka

Po fali dyżurów przyszedł był mi urlop. W tym roku postanowiłem ruszyć na polskie wybrzeże. Wszyscy zachwalają w końcu. Tak więc pozwiedzam Gdańsk, do Sopotu się wybiorę, może o Gdynię zahaczę. W ten oto elegancki sposób ukrywam, że skarbiec królestwa jest pusty, zostaję na chacie. Różne takie tam pozałatwiam, na które nie było czasu i może odeśpię. Aczkolwiek to wątpliwe, bo mimo ze wszystkie zakłady pracy wiedzą, ze mam pierdolony urlop, to raz dziennie ktoś do mnie z nich dzwoni i czegoś bardzo chce. I tak, kurwa, oczywiście w czasie mojego pierdolonego urlopu naprawdę marzę o tym, żeby za kogoś dyżur wziąć (wiem, ze powinno być wziąŚć, ale z premedytacją napiszę źle, gdyż jestem lewacką kurwą ze szkoły pruszkowskiej).
A najbardziej na ten dodatkowy dyżur się cieszę, jak się do mnie dzwoni o siódmej rano i wybudza ze snu. No po prostu ręka w majty i zapierdalam. tak więc ten, na razie słabo wychodzi mi to plażowanie i lans na Monciaku.
Na dodatek narzeczony mnie wybył, bo dostał pracę w stolicy, więc chuje muje przeprowadzki też były grane, i  nie ma mnie kto trzymać za mordę w zakresie porządku w rezydencji i nadmiernego grania w gry przeróżne. Jest ryzyko, ze się stoczę, albo szansa na to, zależy jak spojrzeć. A z drugiej strony, mogę se parafrazować poniższy rysunek podeszczu
i mówić: nie mam Iphona, ale mam chłopaka w Warszawie to sobie leżę... suko.
Aczkolwiek, jak znam życie do ograniczę się do suko

środa, 22 lipca 2015

Myślcie, kurwa, o sobie!

Se człowiek jest tym lekarzem, se pracuje zawodowo i mimo że nie lubi, to poza godzinami pracy też świadczy usługi bliższym i dalszym znajomym królika (bliższym spoko od razu powiem, bo Germańska Flądra pierdolnie fochem jeszcze i  zafunduje tu najazd wojsk niemieckich). Na całe szczęście recepty mogę wypisywać tylko swoim pacjentom, rodzicom i sobie, więc pod tym względem działalność publiczną mam ograniczoną, ale zdarza się, że służę dobrą radą i ciepłym słowem*.
I związku z tym chciałbym przytoczyć państwu pewną historię.
Dawno, dawno temu, a może nie tak całkiem dawno. Za górami, za lasami, a może i gdzieś tu nieopodal pewien  lekarz otrzymał od kolegi wiadomość tekstową, czy innego maila. W treści stało, ze kolega ten ma niecierpiący zwłoki problem zdrowotny i chciałby się skontaktować drogą telefoniczną, żeby sprawę omówić słowem mówionym, bo pisanym tak słabo i kiedy może zadzwonić, bo to dłuższa rozmowa może być i żebym swobodnie mógł rozmawiać, bo problem zdrowotny wymaga dyskrecji. Se lekarz popatrzył, kiedy mniej więcej będzie sam na chacie i o wyznaczonym terminie "konsultacji" poinformował. Termin nadszedł i cisza. Po paru dniach kolejna wiadomość, że coś tam, coś tam on nie mógł i kiedy mógłby znowu. W niezwykle napiętym grafiku wynalazł godziny dostępnej samotności i dał znać. Cisza po raz kolejny. Mijały dni, tygodnie,w  końcu następna wiadomość, że dramat, jak chuj i ze kiedy masz czas, bo ratunku potrzeba. Akurat trafiła na czas wolny, a że  tego niezidentyfikowanego lekarza, chuj trafił od takiego pierdolenia i niezdecydowania to poszło info, ze teraz zaraz, albo, kurwa, nigdy. I rozmowa słowna odbyła się. Zastanawiacie się pewnie drodzy czytelnicy  jakiż to problem był, który tej telefonicznej konsultacji wymagał. Otóż były to utrzymujące się od kilku miesięcy owrzodzenia chuja i pytanie czy można coś z tym zrobić domowym sposobem, czy trzeba może się udać do lekarza. [tu chwila przerwy na wizualizację opadniętej szczęki i cyców pizgających w podłogę]
...
...
...
Ludzie, kurwa, serio?! Coś ci się dzieje z chujem bardzo niefajnego, dzieje się od kilku miesięcy, samo się nie poprawia, zaczyna się wikłać (już państwu podaruję szczegóły) i zamiast zapierdalać do lekarza już dawno temu, to nie dość, że się konsultujesz telefonem, to jeszcze zwlekasz z tym do usrania?

Szanowni państwo, zwłaszcza panowie, bo panie, mimo wszystko odważniejsze są i bardziej dbają** o siebie w rejonie bikini i nie tylko, aczkolwiek widziałem już panią z wypadaniem narządu rodnego, która do lekarza zdecydowała się przyjść w momencie, kiedy szyjka macicy sięgnęła jej do kolan. I nie, nie jest to barwna metafora. Ja wszystko rozumiem. Doskonale wiem, że choroby narządów płciowych są wyjątkowo krępujące, ze wstyd o tym powiedzieć, do lekarza z tym pójść, ale, kurwa, robicie to dla siebie. I naprawdę urolog, ginekolog, dermatolog na pewno już nie takie rzeczy widzieli i podejdą do tematu poważnie i profesjonalnie (jasne, ze nie wszyscy, bo wszędzie są skurwysyny i wiem, ze lekarze maja niski poziom zaufania społecznego i chujowy PR, ale to  nie jest powód, żeby sobie krzywdę robić.). I nie zwlekajcie, kurwa, z tym. W wyżej opisanym przypadku wszystko zakończyło się dobrze, ale nowotwory złośliwe mogą wyrosnąć wszędzie i w nich czas ma zajebiste znaczenie. Myślcie, kurwa, o sobie! I jeśli coś się dzieje od dłuższego czasu, to najprawdopodobniej nie da się załatwić tego na chacie. Zdaję sobie sprawę, ze ten akapit napisany jest w drętwym mentorskim stylu, że  emocjonalnie nie przekazuje wszystkiego, co chciałbym powiedzieć, ale uważam, że lepiej, żeby coś, powiedziane zostało, nawet, jeśliby mi od tego poziom zajebistości miał spaść, niż żeby stała tu sama anegdotka. Tak naprawdę to nieśmieszna, tak naprawdę to przerażająca dość.
Myślcie, kurwa, o sobie!

* nawet mi powieka nie zadrżała, jak pisałem o ciepłym słowie, chociaż wewnętrznie chichotałem, jak diabli
** żeby za różowo nie było- w Polsce nadal umieralność na raka szyjki macicy, najłatwiejszego do rozpoznania nowotworu  żeńskich dróg rodnych, jest jedną z najwyższych w Europie

środa, 17 czerwca 2015

Proszę państwa od gazu



Skończyłem ten remont. pięknie jest. A co najważniejsze cicho i czysto. W miarę czysto, bo jebany pyl wychodzi z zakamarków cały czas i popierdala po chacie. 
Z tej okazji, że remont zakończony, wspólnota mieszkaniowa postanowiła zafundować mojej klatce wymianę instalacji gazowej, która znajduje się przede wszystkim kuchni i przedpokoju. Świeżo wyremontowanych. Pięknych. Dziewiczych.. Coś we mnie umarło. Kilka razy.
Powiedzieć muszę, ze coś tam mówili na zebraniu na początku roku, że taka impreza może mieć miejsce i że tępym chujem jestem, że to info zlałem ciepłym moczem i za remont wziąłem się wcześniej i z dupy. Ale w tym momencie należy wspomnieć, że od pięciu lat na zebraniach wnoszona jest konieczność założenia liczników na grzejniki. Proszę zatem zgadnąć, o ile liczników na C.O. w tym czasie wzbogaciła się moja rezydencja. Dla ułatwienia dodam, ze ich liczba jest równa sumie moich Nobli z literatury i medycyny.
Sami więc widzicie, skoro przez pięć jebanych lat nie byli w stanie założyć ani jednego pierdolonego licznika, to dlaczego miałem zakładać, że wymianę rur z gazem, która to przedsięwzięciem pierdyliardkrotnie większym jest, ogarną w kilka miesięcy. Coś koło emerytury się tego spodziewałbym.
Co więcej, kiedy już ploty po sąsiadach zaczęły chodzić, ze coś jest na rzeczy, to zadzwoniłem do działu technicznego wspólnoty, żeby je potwierdzić. Powiedzieli, że nie, oni nic nie wiedza, jaka wymiana panie. Jak będzie to oni dadzą znać z wyprzedzeniem.
Na drugi dzień pojawiła się kartka na klatce, że pojutrze zacznie się wymiana.
Kurwa mać, widać zupełnie inaczej niż dział techniczny interpretuję czasookres słowa "wyprzedzenie". Rzekłbym nawet, ze w chuj inaczej. O ogarnianiu własnej kuwety to se pozwolę nie wspomnieć nawet.
Tak więc przede mną dni uciechy i wesołej wrzawy. Jeden plus, ze z panami od wymiany udało mi się ustalić konkretny termin wjazdu na chatę, choć lekko nie było. Trochę czasu zajęło wytłumaczenie im, że nie będę warował w domu 24/7 i to, że wpadną jakoś na dniach ni chuja nie jest informacją satysfakcjonującą. 
Dawno nie słyszałem wiertarki, stęskniłem się za odgłosem cięcia rur, zapachem spawania. A teraz wszystko dostanę w gratisie. Kurwa.

niedziela, 31 maja 2015

I'm not the only gay in the village

Remont skończony. Kamień chyba wyszedł. Chyba, bo porodu jako takiego nie było. Zamiast niego dr P w USG znalazła mi torbiel w wątrobie. Złośliwie.
To tak w telegraficznym skrócie.

Wczoraj w Gda odbył się pierwszy trójmiejski marsz równości, na który się przyznaję, nie chciało mi się zupełnie iść, bo mam konsolę i nie potrzebuję wychodzić z domu, bo mam konsolę i nie potrzebuję kontaktów międzyludzkich, bo stres związany z planowaną kontrmanifestacją środowisk narodowych i potencjalnym wpierdolem. Jednak polski rząd i prezydent elekt mnie namówili.
Po raz kolejny został odrzucony projekt o związkach partnerskich, a prezydent elekt popełnił pierwszą wypowiedź o gejach.
Marsz okazał się wielkim. Mnóstwo uczestniczących osób, naprawdę wiele. O wiele więcej niż się spodziewaliśmy. Wiecie jak to jest pierdyliard zapowiedzi, a stawia się zaledwie garstka. Ludzi przyszło takie mnóstwo, że kontrmanifestacja wyglądała przy nas śmiesznie. A szczególnie mnie wzruszyło, że przyszły pary i osoby hetero, a szczególnie, szczególnie, że maszerowały z nami te normalne rodziny z dziećmi, które najwięcej powinny się obawiać zniszczenia przez LGBT. Był ambasador Szwecji z żoną, była poseł Wanda Nowicka, był prezydent Robert Biedroń, było ponad 2000 osób, którym serdecznie za obecność dziękuję. Nie obyło się bez incydentów. Zostaliśmy obrzuceni jajkami, trasę przemarszu blokowała gdańska radna PiS-u wraz z rodziną, a przez cała trasę narodowcy popierdlalali obok pokazując faki i skandując* wyzwiska, więc jakiś tam niesmak jest. Otoczeni byliśmy jednak kordonem policji, którym szacun za profeskę. Sumując- marsz na wielki plus, za rok ma być kolejny. Zapraszam.

Wróćmy teraz do prezydenta elekta, bo w końcu też się przyczynił do tego, ze liczba uczestników była większą niż miała być. W jednym z pierwszych wywiadów został pan zapytany, co się stanie jak homoseksualiści będą chcieli z panem rozmawiać. Zaczął pan bardzo ładnie, ze jasne, że my tez są ludzie, że szacunek się należy, że nawet by pan u siebie w kancelarii zatrudnił. I na tym mógł pan zakończyć i byłby szok dla wszystkich, a dla nas wstrętnych pedaliszcz zwłaszcza, ale widać się nie dało, że prawdziwa siła przekonań przebiła się przez ugładzoną gadkę i wypowiedź zakończył pan:
"Nie wyobrażam sobie, żeby mi ktoś półnagi paradował po kancelarii”
Panie prezydencie elekcie ja pierdolę, dla pańskiej informacji ja też se nie wyobrażam, żeby mi ktokolwiek po gabinecie popierdalał półnagi, chyba że to pacjent w trakcie badania, ale wtedy też raczej nie popierdala tylko siedzi, albo leży na kozetce, bo wie pan, zajebiście ciężko jest coś wybadać przez ubranie zwłaszcza u osoby, która se gania w te i wew te po tym gabinecie, a nie daj Bóg jeszcze spierdala na korytarz. Ponadto chuja mnie by obchodziło w tym momencie jakiej orientacji i płci jest dana osoba, tylko kierowałbym się w stronę telefonu, żeby umawiać konsultację psychiatryczną w trybie pilnym. Proszę więc mi powiedzieć z jakiej dupy pan wyciągnął swój obraz przeciętnego geja i jego pracowniczego stajlingu, bo zakładam, że nie odnosi się on tylko do pracy w kancelarii. Naprawdę pan myśli, że pedalskimi priorytetami na zakładzie pracy nie są zarabianie pieniędzy i rozwój kariery tylko, kurwa, jakiekolwiek obnażanie się. Jak pan se, kurwa, takiego mnie w robocie wyobraża? Że nie wiem "paraduję", kurwa, w dni parzyste z gołą klatą, a w nieparzyste z chujem na wierzchu. Koniecznie  w kusym kitlu, żeby tego chuja przypadkiem nie zasłonić. Poza tym, ze w dni chuja na wierzchu nie siadam za biurkiem tylko na nim, bo, kurwa, inaczej tego chuja na wierzchu nie byłoby widać.
Nie wiem, pan myśli, że ja do pracy przychodzę, żeby ludzi leczyć, czy, kurwa, szamać dzidę każdemu facetowi w zasięgu wzroku, a z roboty mnie za to nie wypierdalają, bo wszechobecne lobby homoseksualne ma się, kurwa, świetnie i chroni mnie na każdym kroku.
Można powiedzieć,że się panu wymsknęło tak niefortunnie tylko, że jestem jadowitą, niesprawiedliwą ciotą, która się złośliwie przypierdala. Śmiem jednak twierdzić, że nie, że w tym stwierdzeniu wyszło, co pan tak naprawdę o nas myśli, że piękne frazesy będą trwać do wyborów parlamentarnych, a wtedy rozpocznie się festiwal ściągania masek

*- nieodmiennie mnie rozbraja, że część ichnich śpiewów jest na melodię "Go West", jednej z bardziej pedalaskich piosenek ever. Tyle lat, tyle lat i nikt tym biednym chłopcom nie powiedział, jak bardzo sami ten homoseksualizm promują

czwartek, 7 maja 2015

Rise like a phoenix

Nie do końca, ale o tym później.
Remont zakończony sukcesem, prawie. Jaram się kuchnią, a najbardziej się jaram zmywarką. Po pierwszym użyciu awansowała do najbardziej zajebistego sprzętu AGD na chacie a wszystkie sztućce i naczynia zostały poinformowane, że albo się nadają do mycia w niej, albo sorry bardzo wypierdalają z tego domu i nie ma, kurwa, zmiłuj się.
Sam remont, jak państwo mogą sobie wyobrazić, był koszmarny i powodował liczne załamania nerwowe związane z syfem, niespodziewanymi wydarzeniami i nieprzewidzianymi wydatkami. (Naprawdę jestem pełen podziwu, ze narzeczony mnie nie zajebał w trakcie. Wiele razy. Ze szczególnym okrucieństwem). Chwilowo więc finansowo stoję dość kiepsko i tylko wiek po trzydziestce powstrzymuje mnie przed kupczeniem swoimi wdziękami. O tyle to słabe jest, że w ramach szalonej dość fantazji i że skoro jest burdel i tak, a zostało materiałów budowlanych, to jebnie się jeszcze remont w przedpokoju. Tak więc za parę dni a piać, kurwa, od nowa.
Ale chwilowo jest w pizdeczkę. Nie do końca, ale o tym później.
Ponadto skoro nagle zacząłem stać cienko z kasą, ale równocześnie byłem na granicy obłędu (co jest dość szerokim pojęciem, bo mam wrażenie, ze to bycie na granicy obłędu to u mnie raczej stan przewlekły), to wiadomka, że należy resztę pieniądza rozpierdolić na produkty pierwszej potrzeby podtrzymujące nikłe funkcje życiowe. I tak stałem się posiadaczem konsoli z wieloma grami, co coraz bardziej przybliża mnie do kariery nolife'a. Jedyne usprawiedliwienie, które mogę dla siebie znaleźć to fakt, że kupiona została z drugiej reki, po znajomości i że to naprawdę była zajebista okazja. Poza tym jak gram w gry, to mi cześć potrzeb fizjologicznych zanika, więc na przykład na żarcie nie wydaję prawie nic, a wodę z kranu i tak pije. No i oczywiście też zakupiłem, żeby się zmywarce w dupie nie poprzewracało, że taka zajebista jest, żeby zapanowała w domu zdrowa konkurencja o moje względy
I już było pięknie, już normalność prawie wróciła w progi, bo ten przedpokój to pikuś i mały chuj, bo i tak będę spuszczać wpierdol demonom, więc chuj że się pyli i coś rżnięte jest, ja tu świat przed zagładą ratuję, ale się nieco popierdoliło w półfinałach. Pewnie gdzieś tam wspominałem, ale może umknęło, albo się zapomniało, że jako drugą specjalizację robię nefrologię, więc wystawcie sobie tę niesłychana, wręcz skurwiałą złośliwość losu, która spowodowała, że pewnej pięknej nocy wylądowałem na lokalnej Izbie Przyjęć z atakiem kamicy nerkowej. bardzo zajebiście, kurwa, śmieszne. Naprawdę bym się jeszcze szczerzej pośmiał, ale trochę mnie wciąż napierdala. Znaczy w porównaniu z tym jak nie napierdalało, to w tej w chwili jest czad i baja i nie boli nic a nic. Bierę se leki i czekam na rozwój wypadków, który dosłownie i przenośni będzie chujowy, gdyż albowiem ponieważ ten jebany kamień musi jakoś sobie ze mnie wyjść. Na ostatnim RTG jamy brzusznej siedział se jebaniec przy pęcherzu, jako że mnie nie boli od jakiegoś czasu to zakładam, ze musiał opuścić moczowód i do pęcherza wpaść i tam se popierdala w te i wew te szukając jedynej drogi wyjścia na świat zewnętrzny przez biedną moją cewkę moczową. Prawdopodobnie rodzenie kamienia  i związane z tym atrakcje to jedyny powód, dla którego jakikolwiek facet chciałby mieć kiedykolwiek  mniejszego pindola, bo jakoś inne mi do łba nie przychodzą. Zresztą ten jest wystarczająco traumatyczny i jakoś nie potrzebuję innych wymyślać.
Tak więc kontynuacja remontu, poród, a potem, a potem, potem to tak, kurwa, rajznę lajk a finiks, że ja pierdolę (chyba że chuj mnie trafi i zdechnę, aczkolwiek liczę, że jednak nie)


wtorek, 31 marca 2015

Ha!

Pewnie wszyscy myśleliście, że w marcu nic nie napisze, a tu proszę. Aczkolwiek kilka fajnych i prześmiesznych notek poszło w pizdu, bo dyżur i takie tam. Z drugiej zaś strony zauważyłem, że jak nie pisze to mam o wiele więcej lajków na fejsiku, bo nie obrażam niczyich uczuć czy tam religijnych, czy tam politycznych.
W tym miesiącu czasowo byłem w dupie bardziej, gdyż w końcu się zdobyłem na decyzję, że jakiś remont w rezydencji by w końcu trzeba uskutecznić. Na pierwszy ogień idzie więc kuchnia, bo nienienie, nie dlatego nie pisałem, bo remont był w toku, no bez jaj. Sam projekt i plany mnie doprowadziły już na granice obłędu i histerii, a pierwsze roboty dopiero się zaczynają. Chociaż sądze, że może dam radę, bo skoro przeżyłem wizytę w szwedzkim sklepie meblowym, do którego organicznie wręcz nie cierpię chodzić, bo mnie wkurwiają tłumy i ich próby zaimponowania sobie nawzajem, kto jest największym tępym zjebem, to nadzieja jest. Byłem w ogóle tam bohaterem w swoim domu i nie tylko, bo słownie znieważyłem tylko dwie osoby, a  chciałem więcej, taki dzielny jestem cały.
Zachwyciło mnie natomiast wybieranie farb, bo ściany chce se jebnąć na szaro, ale nie tak łatwo szanowne państwo, bo w przemyśle farbiarskim nie funkcjonuje kolor szary. Nie dość tego, nie funkcjonują nawet takie barwy, jak jasnoszara i ciemnoszara. Mamy za to betonowy, kwarc dymny, angielską mżawkę, stalowy, zimną elegancję i mój absolutnie ulubiony, na który jestem totalnie zdecydowany nawet jeśli mi nie będzie do niczego pasować: "syreni śpiew". Czujecie to, ściany w kolorze syreniego śpiewu, nie ma w tych dwóch słowach ani jednego "ą" i "ę", a i tak przy wymawianiu się czuje człowiek celebrity i high society, że ma perspektywy i przyszłość i wie, że mu Posh Spice zazdraszcza. I z tym niepasowaniem to żarcik rzecz jasna, jakim cudem "syreni śpiew" mógłby do czegokolwiek nie pasować (żeby nie psuć nikomu radości i nie przecinać żyłki detektywistycznej, nie wrzucam barwnej ryciny, ani linczka żadnego. Wiem, że i tak sie nie oprzecie i będziecie góglać. A jeśli nie, cóż wasza strata, ze pozbawiliście się niewiarygodnych doznań estetycznych i spisaliście swoje życie na straty)
Zanim to jednak nastąpi muszę przeżyć okres, kiedy to czajnik mam w kiblu. Jeden plus, ze w czasie porannego szczocha mogę se wodę na kawę wstawić. Kubki i kawę mam jeszcze w pokoju. Jeszcze.

piątek, 27 lutego 2015

Baś, baś jelonku

Post moze nieco wtórny, bo część osób widziała na moim prywatnym fejsie, ale większosć nie widziała, więc wychodzi na plus. Otóż dostałem ci ja pocztą tajemniczą przesyłkę sygnowaną pieszczątką, że wygrałem wyjebisty konkurs "Laur Pacjenta". Znaczy to, ze jestem jednym z wykurwistszych lekarzy w Polsce, a poza tym, że jestem wykurwisty, to pacjenci mnie cenią bardziej niż innych, o wiele bardziej. Bardziej, ze ja pierdolę. i z tej okazji właśnie dostaję tę laurkę. O tę poniżej


Wpierw proszę zwrócić uwagę na moje mistrzostwo w paincie i ukrycie danych osobowych. Po zwróceniu uwagi można się onanizować nad moją zajebistością. I wiem, że ciężko, bo potrzeba masturbacji na widok tej foci pilna fchuj, ale proszę pamiętać o zdjęciu wprzódy odzieży i bielizny.

 Po osiągnięciu satysfakcjonującego, w co nie wątpię, orgazmu przechodzimy do dalszej części notki.

Wiecie szanowne państwo, ja jestem egocentryczny i próżny, ale nie można mi zarzucić, ze jestem głupi, więc w pizdeczkę by było dostać taki wyraz uznania w imieniu pacjentów, ale nie czarujmy się, naprawdę szczerze wątpię, żeby którykolwiek z moich na mnie zagłosował. Gdyż albowiem ponieważ bo:
-część mnie nienawidzi i życzy mi, żebym zdechł (najczęściej ze wzajemnością)
A z tych którzy mnie lubią i cenią:
-prawdopodobnie żaden nie wiedział o konkursie
-część nie ogarnia rzeczywistości
-część ma na takie zabawy wyjebane
-część nie żyje (taki urok  pracy w hospicjum)

Jeśli te powody mojej niewiary w bycie zwycięzcą (jestem zwycięzcą!) nie są dla państwa wystarczające, to proszę spojrzeć w lewy górny róg fotografii, gdzie stoi, ze dyplom dyplomem, ale żeby się nim posługiwać prawnie i publicznie muszę do nadawcy wysłać 360 złotych pieniążków polskich i wtedy to nawet moje imię i nazwisko na stronie laurpacjenta.pl będzie. Tak więc naciąganie, chuj i kłamstwo, a nie, kurwa, miss popularności. A już wdziewałem szarfę i diadem, a już się uczyłem machać dłonią, jak królowa Elżbieta.
Oczywiście strasznie mi przykro, ze nie zostałem miską, ale ma naprawdę mnóstwo pomysłów na przekurwienie 360 PLN, stada całe. Co nie zmienia faktu, ze skoro dostałem super zajebisty, ale chuja ważny certyfikat, to se pokseruję i przekażę pracodawcom wszystkim, żeby też mogli dostąpić podniety i niczym nie skrępowanej onanizacji. 

A na podstawie kolorowej ryciny można też wywnioskować, ze w najbliższym czasie moje stosunki z lokalnym listonoszem mogą się popsuć, bo tym razem chuj, przesyłka o kant dupy rozbić, nic ważnego, więc nie będę składał reklamacji, że do skrzynki trafiła sprasowana wpół mimo wyraźnego info na kopercie "nie zginać", ale zdarzyć się może, że tą drogą będą mi inne tym razem ważne certyfikaty przychodzić i wówczas moze mnie nieco chuj trafić.