wtorek, 20 stycznia 2015

Wiele hałasu

Mam za swoje, poradziłem Terlikowi, żeby oblizał palce i teraz oblizuje. W trosce o swoje zdrowie psychiczne staram się unikać jakichkolwiek info i wypowiedzi z dupy wyjętych ekspertów w temacie "pigułki po", ale się, kurwa, nie da. Gdzie się nie spojrzę, to albo Terlik ze swoją ślubna dupą wyskakują, albo jakiś biskup-jaja-se-wyskub, drze ryja, że grzech ciężki. Przy czym wyskakiwanie Terlika jest tak intensywne, że niedługo pewnie go w swojej łazience znajdę, jak wodę z kibla chłepcze. No kurwa. Tak wewnętrznie czuję, że powinienem się zagłębić w temat, wygrzebać i skomentować wypowiedziane bzdury i debilizmy, wyśmiać jednego, kurwa, z drugim, ale, no kurwa, nie dam rady. Wyczerpały mi się chwilowo limity, punkty, umowy z NFZ-em, w ogóle wszystko i łeb mnie od tego napierdala. A już w ogóle szczytem wszystkiego była dzisiejsza siłownia, gdzie se siedzę i ćwiczę, żeby w lato pretendować do tytułu lokalnego boga seksu (pomijam fakt, że szanse na ten tytuł mam tylko i wyłącznie, jeśli lokalizację zawęzimy do mojego lokum* mieszkalnego, pod warunkiem, ze będę w nim sam) i siłą rzeczy gapię się w telewizor, który zawieszony akurat był na przeciwko mojego stanowiska. A tam "pigułka po" to dla katolika grzech ciężki. Kurwa, wypierdalać. Ja tam chodzę, żeby się odprężyć i odmóżdżyć, cała krew ma mi w mięśnie płynąć, żeby rosły duże i jędrne, a mózg omijać, wiec za jakie grzechy mi takimi informacjami po oczach napierdalacie?! Bo pomijając fakt, że temat mnie wkurwia, to dodatkowo zaczyna się proces myślowo-lingwistyczny, a dlaczego katolik miałby tę tabletkę wpierdalać? Prędzej katoliczka i to do nich powinno być skierowane to info, ale nie. Standardowo kościołowi kobiety kolo chuja latają, nie ma ich. Jest kościół przenajświętszy, są plemniki, komórki jajowe, zygoty, zarodki, komórki, macierzyste. Gdzieś tam czasem trafia się ojciec, mąż, pan i władca, ale kobiet w tym wszystkim nie. Sprowadzane są do rzeczownika w zdaniu, bo czasem ciężko to zdanie bez niego ułożyć. I tyle. A mi w tym czasie krew do mózgu płynie, zamiast energię i aminokwasy do szerokiej klaty i barczystych ramion doprowadzać. I potem mnie łeb napierdala.

*- powtórzenia zamierzone, żeby pokreślić lokalność lokalizacji.

środa, 31 grudnia 2014

Wyszukaj mnie-e 2014

Koniec roku to podsumowanie się należy. Nie dokonań, porażek, planów, bo coś takiego zrobiłem w zeszłym roku i już styka. A postanowień standardowo żadnych nie mam. Żeby nie było, że kompletnie od tradycji odstaję i lekce sobie ją ważę to postanowiłem zaprezentować frazy z roku pańskiego 2014 pt. "Jak znaleźć mojego blogaska". Na pewno się przydadzą, jesli zjebią wam się linki lub zbyt mocno wyczyścicie historię.
Tak więc liczne miejsca pierwsze zajmuje "gloryhole", tu nic się nie zmienia od lat. Występuje samo lub w połączeniu z miastami, różnymi. Wygląda, że w kraju jest bardzo duże zapotrzebowanie na dziury do wystawiania pindola i anonimowy wyruch. Jak ktoś jest sprawnym biznesmenem to proszę bardzo, można to info wykorzystać celem poprawienia sobie statusu życiowego. Aczkolwiek fraza "gloryhole z matką" trochę mnie osłabiła (jednak nie tak jak "jak wygląda kutas szóstoklasisty", która od lat jest moją ulubioną), natomiast "abrakadabra gloryhole" zostaje tegoroczną miss uroku i słodyczy.
Mamy także (ortografia oryginalna, kolejność dowolna):

Wyszukiwania szeroko pornograficzne
-czarne kurwy
-biale dlugie huje jebia
-kurwy w ciozy pierdolo sie
-pani doktur daje dupy
-porno zdeformowane kutasy
-wielkie czarne dragi kutasy
-jebnięte pizdy
-kurwy po zabiegu
-stare małżeństwo bawi się młodym chujem
-w starożytności jebać kurwę
-zostałem opluty fotki fetysz

Intelektualno abstrakcyjne
-4 poziomy kompetencji
-chory z urojenia tłumaczenie żeleńskiego po łacinie
-na motor trzeba mieć ryj
-renifer mówi basy
-talmudyczna anti-life filozofia
-wchodzenie z granica pod wykladnik
-wszystkie słowa na cz

I w końcu parę medycznych
-dwumilimetrowy czerniak
-opukiwanie śledziony
-wejściówka na WUM

Wszystkich rozczarowanych brakiem odpowiedzi na zadanie pytania serdecznie przepraszam i życzę powowdzenia w czeluściach internetów. A szanowne państwo, jeśliby mnie zgubiło i chciało odnaleźć, niech się wespnie na wyżyny swoich perwersji seksualnych i wpisze coś z tego w Google, najlepiej z błędem ortograficznym. Będę jak nic na pierwszych trzech miejscach.

Do siego roku (patrzcie, patrzcie drugi raz tradycja dziś).

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Bydlęta klekają, cuda, cuda ogłaszają

Słyszeliście może, że przez wegetarian zwiększa się liczba aborcji? I przez wszystkich prozwierzęcych społeczników też. I że zmuszają oni kobiety, żeby opierdalały hormony. I że jeszcze planują eksperymentować na ludzkich płodach. Ale to nie wierzę, ze wegetarianie i organizacje ekologiczne, to chyba tylko weganie tak zwyrodniali mogą być. Nie słyszeliście? Widzicie, ja też nie, ale Tomuś Terlik słyszał i co więcej się nawet wypowiedział na ten temat. Z góry się przyznaję, ze artykułu nie czytałem, ale w ramach researchu przebrnąłem przez jego streszczenie na Frondzie. Tak mi się wydaje w każdym bądź razie, bo mi się co kilka zdań mózg lasował, a oczy uciekały od monitora, więc głowy nie dam, że zapoznałem się porządnie, więc może pierwsze zdania są nadinterpretacją z moją strony, ale ogólne wrażenia mam jak powyżej.
Już dawno Tomuś kojarzy mi się z przygłupim dzieckiem, którego nikt nie lubi, a które zrobi wszystko by zwrócić na siebie uwagę. To kogoś opluje, to naszczy do doniczki, to zajebie pieniążek z portfela. Przygłupie, irytujące, ale w gruncie rzeczy nieszkodliwe, bo już nawet mamusia Tomusia i jego babcia położyły na niego lachę i przestały zauważać jego wybryki. Ale, ale przecież Tomuś tak tego nie zostawi. Jak plucie i szczanie nie styka, to pojedźmy z grubej rury. I tak oto Tomuś nam się tym artykułem zesrał na podłogę, a swoje dzieło rozmazał po ścianie. Bo jak inaczej określić można poniższe:
"Nowymi 'królikami doświadczalnymi', które zastąpiłyby myszy, szczury czy właśnie króliki, mieliby się stać ludzie na wczesnym etapie rozwoju, nazywani czasem dla niepoznaki zarodkami czy płodami"
"Kontrola populacji, zabijanie nienarodzonych za pomocą aborcji czy szprycowanie kobiet hormonami antykoncepcyjnymi ma być najlepszą drogą do obrony praw zwierząt".
Ech Tomuś, Tomuś ty już nawet przygłupi nie jesteś. Ty już poszedłeś full retard, Nigga.
A teraz ja chciałbym Tomusia zaszokować, nie żeby jego poczynania i wypowiedzi mnie szokowały, nie takie rzeczy się widział, nie takie słyszało, ale doceniam starania. Pisze więc jeszcze coś takiego : "...uznajemy, iż zwierzęta mają - do pewnego stopnia - tożsame z ludźmi interesy i prawa, a może nawet są osobami". Pomijając fakt, ze zwierzęta mają prawa niezależnie od tego, czy ci się to podoba, czy nie, to chciałbym ci powiedzieć, ze np. w Indiach delfiny są określane jako "non-human person". Oczywiście możesz powiedzieć, że chuj mi w oko z tymi Indiami, bo to kraj brudasów i heretyków. Nie wierzą w jedynego, prawdziwego Boga i nie mają jedynego, prawdziwego papieża. Ale o Argentynie nie możesz już czegoś takiego powiedzieć. I w Boga wierzą tego jednego prawdziwego i papieża mają prawdziwego i wiesz co zrobili? Nadali 29-letniej samicy orangutana totalnie sądownie prawa osoby nie będącej człowiekiem. 
I co teraz zrobisz Tomusiu skoro rozmazanie gówna nie pomogło? Jak po raz kolejny możesz próbować zaszokować publiczkę? Nie wiesz? Widzisz, ja staram się być dobrym człowiekiem, więc chętnie pomogę. Zesraj się raz jeszcze, jeszcze raz rozmaż gówno po ścianie, ale tym razem obliż jeszcze palce.

czwartek, 11 grudnia 2014

Nie tak, nie tak, nie tak

Jebłem focha na rzeczywistość po kolejnym nie zdaniu prawa jazdy i stwierdziłem, że pierdolę. Wszystko. I wielu. Miałem pójść na staż, nie poszedłem, gdyż pierdolę. Na kolejny egzamin się nie zapisałem, gdyż pierdolę. Nie odpisywałem na maile, wiadomości na fejsie, gdyż pierdolę. Ograniczyłem aktywność społeczną, udawałem, że nie mam czasu na rozmowy i spotkania, gdyż pierdolę. Grałem w gry i chodziłem na WF, gdyż pierdolę.
Ogólnie nadal wkurwiony jestem, że mi się życie nie potoczyło w stylu american dream, gdzie dawno temu jakiś reżyser, czy inny producent zachwyciłby się mną na ulicy i teraz na billboardach wisiałby mój ryj z jakąś wódką, perfumą, czy innym zegarkiem. Można mi zarzucić, ze się nie staram, nie biegam na castingi i takie tam. No ale, kurwa, wychodzę przecież na ulicę, nie. Często nawet wychodzę, w wielu miejscach wychodzę, a nie będę przecież, jak jakiś pierdolnięty po nocy wystawał, więc jednak coś robię. No chyba ze to zapierdalanie po nocach jest rozwiązaniem, aczkolwiek wątpię.
Z wydaniem blogaska jakoś też się wszyscy ociągają, tu też można zarzucić, że nic nie robię w tym kierunku. No ale, przecież pisze, fakt, że mało płodnie w tym roku, ale jak napierdalałem noteczki, co drugi dzień, to też żaden chuj na kaczych łapach wydawaniem i rozsławieniem nie był zainteresowany.
I chuj, ze poza umiejętnością szybkiego czytania nie mam żadnych talentów, żądam żeby mnie odkryto i chcę czerpać z tego profity. Bo tak. Bo mam focha i mogę się zachowywać nieracjonalnie i histerycznie.
A i to, że mi miesiąc temu przełożeni zasugerowali, że może bym zaczął pisać doktorat, co grzecznie zignorowałem i czekam aż im przejdzie, się totalnie nie zalicza do powyższego


                          

środa, 19 listopada 2014

I'm not the hero world needs right now, but the one it deserves

Tajemnicą poliszynela jest, że zawsze chciałem mieć supermoc. Tak bardzo chciałem, że myślałem w kosmos do promieniowania gamma, odpadów toksycznych, Boga, losu, Przedwiecznych, Błękitnej Wróżki, Aslana, czy kto tam te moce rozdysponowuje, bo naprawdę jeden chuj od kogo je dostanę, że obiecuję czynić dobro (a przynajmniej nie czynić za dużo zła), że wcale, ale to wcale nie jestem zainteresowany byciem totalitarnym władca wszechświata i ograniczę ilość zabitych, do tych którzy naprawdę ciężko mnie wkurwią. Jak na razie nic, ale cierpliwy jestem, poczekam. Znaczy tak wydaje mi się, że nic, bo pewne znaki na niebie i ziemi pokazują, ze jednak coś może być na rzeczy.
Kojarzą państwo ten szał i spust w majty w temacie drwaloseksualności? Zakładam, że kojarzą. W końcu mają internet, a ostatnio, gdzie się w nim nie obrócisz dostajesz w ryj lumbersexualem. Może tak być, że to moja wina. Niezamierzona w ogóle, ale jednak. Wszystko przez to, że wizerunek lekarza jest w chuj nudny i nie mogę se wydziarać rękawków, bo się wszyscy zesrają na zakładach pracy. Istnieje ryzyko, że z konsekwencjami. Kolczyków w uszach też se nie mogę pierdolnąć z tego samego powodu (aczkolwiek z drugiej strony, może i mogę i konsekwencje se wymyślam tylko, ale na obecnym etapie życia odwagi mimo wszystko na to za mało mam). Tak więc modyfikuję se wygląd w miarę skromnych możliwości w inny sposób. Się znudziły mi długie włosy, objebałem się na krótko i rozpierdolono i postanowiłem w tym roku celebrować No shave November a nawet i October. Nic wielkiego prawda, ale wiecie zawsze coś w tej smutnej rzeczywistości bez dziar na przedramionach. I z okazji brody na przyjęcie halołinowe, gdzie się nie przebierano, se jebnąłem stylówę na kanadyjskiego drwala (taki taki sprytny jestem. Niby się nie przebrałem, ale jednak trochę tak). Czerwona koszula w kratę, biały long sleeve, trapery, pełen stereotyp, ale totalnie do wyruchania wyglądałem. Po dwóch tygodniach od mojego wystąpienia świat oszalał na tym punkcie. Przypadek? Nie sądzę. Czujecie korelację, c'nie.
Jeszcze nie wiem, czy to się kwalifikuje jako supermoc, nie wiem, jaki ma zasięg, jakie maximum, jak mocno będę mógł sterować umysłami ludzkości i w jakim zakresie, bo jak tylko w stylu ubierania i trendów modowych, to przepraszam bardzo, ale pierdolę i poproszę uprzejmie o inna fajowszą. No bo, kurwa, jak mam w ten sposób ocalić świat przed potencjalną zagładą z kosmosu. "Napierdalają ku nam hordy ksenomorfów, lecz nie lękajcie się Ziemianie, gdyż w tym sezonie nosimy espadryle, bawełniane szorty i podkoszulki w prążki". Od razu bym się, kurwa, bezpieczniej poczuł, jakby mnie szafiarka miała ratować. Jednakowoż jakby się okazało, ze to niestety wszystko na co mnie stać, to w sekrecie wam powiem, że jara mnie stempunk, a wszystkie panterki, tygrysie prążki, zeberki, chuje muje oceloty można już chować na dno szafy.

                     

środa, 29 października 2014

How to train your... (żeby tytul nie zdradzał treści notki, bo od tego lans spada)

Dwie istotne informacje na początek. Od perfekcyjnej pani domu dzielą mnie lata świetlne i prędzej będę pierwszym człowiekiem, który postawi nogę na Saturnie (pomijamy fakt, że jest gazowym olbrzymem) niż dostanie od niej diadem za wyjebiście wysprzątaną chatę (nie że syf, kiła i mogiła, ale eufemistycznie ujmując rozgardiasz bądź artystyczny nieład, jak kto woli). Mimo ogólnego wewnętrznego rozpierdolu staram się być obywatelem dość praworządnym, poza tym mam lekki odchył w stronę dbania o środowisko i odpady segreguję tak naprawdę od zawsze.
I tak, czas jakiś temu w Gda postanowiono, że poza standardem makulatura, szkło kolor/białe, plastik, pojawią się także podział na pojemniki na odpady suche i mokre. Na początku foch, że mam już trzy śmietniki w domu (szkło i plastik razem, ostateczny rozdział przy śmietniku) i za chuja nie zmieści mi się następny. Po pewnych modyfikacjach na chacie, kosz ogólny został zamieniony na dwa mniejsze. Aliganckie takie, funkiel nówki, się bardzo pro poczułem. Nawet wydrukowałem sobie i zalaminowałem instrukcje jaki śmieć jest suchym, a który azaliż mokrym, ĄĘ. Było pięknie, zwłaszcza, że obawa, że z kosza na mokre zaraz będzie walić zgnilizną i z workiem będę musiał popierdalać dwa razy dziennie, co spowoduje zajebiste zużycie plastiku i całe eko pójdzie się jebać, okazała się płonna. Stały se kosze, napełniane powoli, bo przecież jeszcze inne są, więc śmieć tu, śmieć tam, aż tu nagle, oczywiście po dyżurze (czy tylko mi się zdaje, że dyżurowanie przynosi mi pecha?), wchodzę ci ja do kuchni a tam wesoła i radośnie urzęduje sobie stado muszek owocówek. Właśnie se budowały tamę w zlewie. Nosz kurwa. Szmata w garść i exodus, worek w garść i do śmietnika. Kolejna szmata i sprzątanie. Część pierwsza powtarzana kilkukrotnie, aż żaden muszy najeźdźca się ostał. Potem przez parę dni pilnowanie, częstsze wyrzucanie śmieci, ale znów maraton, przemęczenie, a owocówki wybudowały spore miasto i zaczęły pracować nad silnikiem spalinowym. Do akcji znów wkroczyła Szmata Śmierci. Przyszła jesień, zrobiło się chłodniej, myślałem, że spokój będzie, bo jak taka mała kurwa się dostanie do mnie na czwarte piętro, sił jej nie styknie na tym zimnie przecież. A taki chuj, po raz kolejny najazd Hunów. Zacząłem wierzyć w teorię samorództwa, że o to kolejny jej przykład po ślimakach z mokrych liści i myszach ze szmat. Że nie ma samca i samiczki na wstępnym etapie rozwoju, że pierwsze jaja zawsze wychodzą z ogryzka, albo jakoś tak. Tym razem do Szmaty Śmierci dołączyła Trutka Zniszczenia. Dwa dni i po sprawie, a ja radośnie, pozostawiając Trutkę Zniszczenia na straży mogłem się oddać wyrzucaniu resztek organicznych. Okazało się jednak, że Trutka Zniszczenia to demon, którego z piekła trzeba wzywać co jakiś czas, bo mimo składanych ofiar z małych ciałek drosophili wraca do siebie grzać się przy kotle. Po raz kolejny więc po wejściu do kuchni zostałem przywitany "wypierdalaj, to nasza dzielnia". Chuj mnie trafił ostatecznie, szybka inkantacja do Szmaty Śmierci i owocówki musiały odbierać liczne zasiłki pogrzebowe od ZUS-u. Po trafieniu przez chuja wpadłem na plan przebiegły, a straszliwy i okrutny. Se wymyśliłem, że położę roślinną resztkę organiczną na talerzyku w mikrofali, zwabię wroga, który podstępu nie podejrzewa, a jak się rozgości, to trzasnę drzwiczkami i zniszczę falą maluczką. Zaszczytne role kamikaze przypadły dwom plastrom ogórka i ogryzkowi. Po godzinie kilka czarnych brzuszków przysiadło. Jeb, zamknięte, minuta nastawiona. Wtedy się okazało, że gruby plaster ogórka, to nie najlepszy pomysł, bo za dużo wody i po chwili zaczął grozić wybuchem i ujebaniem mikrofali od środka. Po trzydziestu sekundach musiałem wyłączyć. Tak na serio, to myślałem, że taki czas na 700 W na takie małe gówna wystarczy. Owocówki żwawo wyleciały z mikrofali. Kolejne podejście z samym ogryzkiem, minuta. Muszki nieco zmulone, ale wyleciały same bez wzywania helikoptera ratowniczego. Ogryzek, dwie pełne minuty, już zaczynało być czuć spalenizną, ale byłem twardy. Wyszły o własnych siłach, udało mi się dobić część, bo parę się otrząsnęło i poleciało w pizdu. Oczy mi sie wielkie zrobiły, jakie to kurewstwo twarde.
Wobec powyższego mam pytanie (nie o wytępienie, bo ogarnę regularne przyzywanie Trutki Zniszczenia papierowym pieniądzem, gorzej będzie z Rytualnym Wynoszeniem Śmieci, ale trutka pozamiata): jak bardzo zmutowałem Drosopilae melanogaster i jakie to będzie miało dla mnie konsekwecje:
a) przerzuca się na dietę mięsną i któregoś pięknego dnia obudzę się z upierdoloną ręka
b) ktoraś mnie ujebie i z kolei zmutuję sam. Pół biedy jak nauczę się od tego latać i będę miał przylepne kończyny, to by było totalnie w pyteczkę. Bym się nawet zgodził na ściemnienie skóry jamy brzusznej. Gorzej jak w efekcie mutacji skończę, jak Jeff Goldblum w filmie "Mucha" (pocieszam się, że on eksperymentował z teleportacją i mi taka zmiana nie grozi, ale ryzyko jest)
c) zastymulowałem im mózgi i następnym razem, jak wejdę do kuchni zostanę wystawiony na ostrzał rakietowy i bombę atomową?
I jak ja mam teraz w tej niepewności żyć?

A teraz gratis edukacyjny!
Czy ktoś z was wiedział, że prawidłową i oficjalną nazwą gatunkową muszki owocówki jest...
...
...
<buduję napięcie>
...
...
Proszę docenić i napięcie i walor edukacyjny blogaska
...
...

Wywilżna karłowata.
Czad, c'nie. Dowiedziałem się parę dni temu dopiero, gdybym wcześniej wiedział, że się podejmuję walki z wywilżną nawet i karłowatą, to bym tak lekko do tego nie podchodził.

poniedziałek, 20 października 2014

Wymiotnica

Trzy dni w pracy, dzień przerwy, kolejne trzy albo dwa i taki ciąg przez kilka tygodni. W między czasie się dowiaduję, że według posłanek z PiSdu kobiety można napierdalać, bo jak się nie napierdala to gender. A propos gendera, dziś to zauważyłem w kiosku i oszalałem:


Poniekąd zastanawiające jest, jakim cudem pani redaktor, która tuszę feministką nie jest, pisze reportaże, pracuje i takie tam, zamiast siedzieć w domu, rodzić dzieci i dać się mężowi napierdalać. W końcu wykształcenie i praca zawodowa to atrybuty tych feministek przebrzydłych, do których środowiska przeniknęła. Ja pierdolę.  Ale może mój lewacki mózg tego nie ogarnia. (ha, jaki piękny oksymoron mi wyszedł, przecież wiadomo, że lewaki nie mają mózgu, bo im Żydy i pedryle wyżarły).
Potem się dowiaduję, że arcybiskup Gądecki oskarża moich rodziców, że to ich wina, że jestem pedałem, bo kazali mi po sobie sprzątać, a przecież mam młodszą siostrę i winien być to jej zasrany obowiązek. A tak spierdolili mi wszyscy życie i pójdę do piekła
I nie zdaję po raz czwarty prawa jazdy, aczkolwiek po raz pierwszy nie tylko z mojej winy. Fakt, że troszkę się przećpałem Propranololem i miałem nieco opóźnione reakcje, ale gdybym, kurwa, nie czekał na ten egzamin prawie dwie godziny, to bym nie brał drugiej dawki tak na wszelki wypadek. Z drugiej strony egzaminator był tak przykrym chujem, że kilkukrotnie chciałem wyjść na środku ulicy, zalecić mu, żeby się pierdolił i pójść w pizdu.
Wszystko to mnie wkurwia ostatnio i gdybym nie był potworny debilem językowym, to rozważać bym zaczął emigrację, bo życie w tym kraju się robi męczące psychicznie. Nawet się na kurs językowy od dwóch lat zapisać planuję, ale przy moim jebanym systemie pracy nie chuja się nie da systematycznie się uczyć, a lektorka, którą miałem upatrzoną wróciła se do Stanów. Nawet film "bogowie" do końca dobrze mi nie zrobił. Rzeczywiście kawał dobrego kina i ma się nawet dumę narodową w trakcie oglądania, ale cały czas mam przed oczyma wielokrotnie pokazywany na kursie z transplantologii wykres. Gdzie od lat dziewięćdziesiątych liczba przeszczepów pięknie rośnie i nagle w 2007, po słowach tego miękkiego chuja Ziobry „już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie” i rozpętania całej afery, spada dwukrotnie na kolejne dwa lata. Były procesy odszkodowawcze, możliwe, że były publiczne przeprosiny, ale chuja to znaczy dla kilku tysięcy osób, które przeszczepu nie otrzymały.
Przykro mi nie daję rady, koniec ze "stop making stupid people famous", źle mi takie wkurwienie na homeostazę działa. Będę rzygał w sieci.