wtorek, 15 kwietnia 2014

Soon

To nie jest tak, że blogasek umiera, mi się nie chce etc. Znaczy trochę zajebany jestem robotą, a działalność gospodarcza rucha mnie bez mydła, ale to nie o to chodzi. Się zobligowałem przecież do zrecenzowania powieści fantasy ałtorkasi Michalak, co mi ją Abo podrzuciła, bo się podjarałem, że główna bohaterka jest młodo lekarko, a poza tym tyle się czytało na innych blogaskach, jaka taka i owaka ta ałtorkasia jest. I trzeci tydzien to już męczę i nie mogę się przedrzeć. Pomijając nudę opowiastki, najbardziej przeszkadza mi język słit, sparkling i glitering. Rzygam brokatem, sram tęczą, a jak tylko działalność gospodarcza ma chwilę przerwy w ruchaniu mnie, [tu próbka stylu a la Michalak] zaraz przybiegają białe, jak śnieg na najwyższych górskich szczytach jednorożce, które swoje długie, połyskujące, jak najczystszej wody  diament w promieniach wschodzącej wczesną jeszcze nieśmiałą wiosną różanej jutrzenki [koniec stylu a la Michalak- kumacie teraz, jak w chuj ciężko przez to przebrnąć? Kumacie drugą część zdania w ogóle, bo ja np. nie za bardzo. A czujecie, jak to jest czytać tak całą książkę?] rogi wrażają mi w dupala, przez co tęcza wraca i mam wymioty kałowotęczowe, a brokat rozmazany na mordzie. Po drodze też trafiłem na słodkopierdzący blogasek ałtorki. Po zapoznaniu się z nim, pobieżnie dość, mam nieodwracalne zmiany w mózgu.
Reasumując, bo chaos się wdarł. To wina Abo

sobota, 22 marca 2014

Ja wiedziałem, że tak będzie

Piękną końcówkę marca, wiosna nadejszła, takie okoliczności przyrody są jak znalazł na informację, że Urząd skarbowy uznał, że objebaliście państwo na 10 tysięcy peelenów.
A zaczęło się to tak. PIT działalność gospodarcza musi złożyć do końca lutego, co też uczyniłem, PIT etatowy czeka standardowo na ostatnią chwilę, bo tak. Działalnościowy złożyłem szybko, bo po raz pierwszy od lat miałem dostać zwrot. Nieduży, ze nieduży, ale zawsze na koks by można było zacząć odkładać. Parę dni temu dostaję list bardzo polecony, że ni chuja, zwrotu nie będzie, bo został on pobrany a konto odsetek, bo za mało kasy zapłaciłem we wrześniu. Tu cię mamy jebany cwaniaczku. Wiecie, ja tępy w te kulki jestem, a że kara niby dwie stówki plus odsetki w licznie niewiadomej, to stwierdziłem, bo mam niczym nieuzasadnione zaufanie do instytucji państwowych, poza ZUS i NFZ, że musiałem coś spierdolić. Na spokojnie poszedłem do pani księgowej, żeby mi wytłumaczyła o co cho, bo ja przecież ni chuja nie kumam tych finansów i stuffu. Pani księgowa poczytała, popatrzyła i powiedziała, że coś jest bardzo nie halo i mam w te pędy do US-u pociągać. Pociągnąłem więc i tam nawet za prawie pierwszym podejściem nafochana pani powiedziała, że o tu widzisz we wrześniu zapłaciłeś tyle a tyle podatku, a zapłacić miałeś 10 tysi złodzieju jebany. Mnie lekko przygięło. Bo raz, żeby zapłacić 10 000 PLN podatku, to musiałbym zarobić we wrześniu ponad 50 000, nie żebym miał coś przeciwko temu, ale jedynym znanym mi sposobem na taki zarobek w mojej sytuacji jest opylenie obu płuc i serca, więc byłbym nieco nieżywy. Dwa gdybym tyle zarabiał, to po pierwsze nie rozliczałbym się w Pl tylko w jakimś raju podatkowym, bo byłoby mnie na to stać, a po drugie miałbym ludzi, którzy by za mnie popierdalali wyjaśniać różne takie takie, a nie jaśnie pan by się sam fatygował. 
Dzwonię do pani księgowej o co biega, sprawdzamy złożonego PITa i tam, wyobraźcie sobie nic nie stoi o dziesięciu tysiącach, więc popieprzam raz jeszcze z kopią zeznania i pokazuje, że bardzo przepraszam, ale tu stoi liczba kilkukrotnie niższa i chyba państwo coś się pomylili nieco. Pani poszperała i no rzeczywiście jest błąd. Foch zmalał nieco, ale powiedziała, że ona się poprawką nie może zając tylko proszę iść tam i tam. Ok luz dziękuję bardzo, do widzenia. Poszedłem, gdzie mnie wysłano. Tam jednak, że poprawką nie mogę się zająć, proszę iść tam i tam. Ok, dziękuję bardzo do widzenia. Poszedłem, gdzie mnie wysłano, a tam jednak, że poprawką się nie mogą zająć, proszę iść tam i tam. Ok, luz już mniejszy, dziękuję, do widzenia. Poszedłem, gdzie mnie wysłano, a tam... Kurwa, już szlag mnie powoli trafia, ale chuj idę dalej i trafiam z powrotem do pani, u której byłem na początku, która mówi, że ona nie poprawia, że przecież miałem iść tam i tam. Trochę pociekło mi krwi z uszu i oczu i wysyczałem pani, że nie mam najmniejszego zamiaru zapierdalać, jak głupi po korytarzu i niech się może, kurwa, zdecyduje, gdzie mam iść. Coś wymyśliła, poszedłem, a tam sfochany pan, że niestety, ale to nie jego działka. Chujkurwajebać. Skończyło się babci sranie, obłędu na ryju dostałem, kolejna porcja syczenia i się okazało, że a jednak pan się zająć może. No cudownie. Przejrzał papiery i stwierdził, że rzeczywiście jest błąd. Thank you captain Obvious! Poklikał w komp i powiedział, że się zajmą. o nienienie, na tę ewentualność przygotował mnie narzeczony i powiedział, że skoro dostałem straszne pismo z zajebistą ilością paragrafów, cyferek i odwołanie w nieprzekraczalnym terminie 7 dni, to nic, ale to, kurwa, nic na gębę. Wszystko na piśmie i chuj. Pan próbował mnie zbyć, czy to na pewno potrzebne, że bezsensu przecież. Taa, kurwa, a potem się okaże, że mi te dziesięć tysi do pierdyliarda zylionów narosło, bo nikt o niczym nie wiedział i przecież się nie odwoływałem. No ale jak mi zależy, to proszę se pismo złożyć, ale nie tu, o nie, w ogóle gdzie indziej w innym budynku, bo co ci ułatwiać będziemy. Chuj poszedłem, dotarłem, załatwiłem. Na razie koniec, czekam na odpowiedź.
Jak na razie się okazało, ze ktoś wrzucający mój PIT w system, się z kwotą pierdolnął. Pierdolnął dość ostro, wpisując j.w. stoi kwotę kilkukrotnie wyższą. Zdarza się, luz, choć zakres błędu jest taki, jakbym na recepcie zamiast Augmentin napisał "jebać Lechię". Jednak bardziej wkurwiające jest, że pierdolony urząd zamiast próbować wpierw wyjaśnić sprawę, a dlaczego drogi obywatelu tu się nie zgadza od razu przyjebał mi karą z odsetkami i zajęciem mojej własności. Zostałem przestępcą podatkowym przed udowodnieniem winy. Ja wiedziałem, ze tak będzie.
Urzędzie Skarbowy, zapoznaj się z ZUSem* i NFZem, bo od teraz mieszkacie razem w szufladce podpisanej "kurwy i złodzieje"

*ale muszę dodać, że jak ostatnio w ZUSie coś załatwiałem, to panie bardzo miłe były.

sobota, 15 marca 2014

List do raniących w serduszko

Do wszystkich, a zwłaszcza do dra Tomcia, który mi zarzuca, ze się opierdalam, ze w dupie mam blogaska i czytelników, że się brzydko dotykam w te miejsca, że dłubię w nosie i kręcę kulki, którymi potem strzelam, że miliony innych zarzutów i kolejnych że.
Nikt, ale to nikt nie doceni, że znowu byłem wyjechany naukowo, a wcześniej miałem kumulację dyżurów, żeby na ten wyjazd naukowy się zrobił czas. Cały tydzień byłem w obcym mieście, cały tydzień chodziłem rano na zajęcia i cały tydzień wracałem do pensjonatu, gdzie pan właściciel, jak mnie widział, to zaraz rozmawiał do mnie monologiem i opowiadał o sobie, swojej córce, swoim wnuku, swoich gościach i mówił do mnie i mówił.
Chlip.
I to nie był taki kurs, jak do pierwszej specki. Na kursach do interny, gdzie na aulach i innych dużych salach siedziało zawsze w pizdu internistów in spe o mentalności pokornych cieląt i po podpisaniu listy obecności, na pierwszej przerwie można było sobie spierdolić na odpoczynek, na rozrywki, na zwiedzanie i ogólne opierdalanie się. Teraz kurs był z wyższej półki, elitarny. Osiem osób na nim było i wyjście przed czasem chujowo dość wyglądało, a nie mogłem użyć ściemy stażowej, że sorki bardzo, ale na dyżur muszę iść na dwunastą, więc jutro też mnie nie będzie serdecznie pozdrawiam, bo kto by mi uwierzył, że przez pół Polandii na dyżur jadę, no  kto?
Chlip
Dla ludzkości się tak poświęcałem, żeby leczyć urojone choroby, dawać superanckie zalecenia, których i tak nie przestrzegają, zbierać zjeby od pacjentów i rodzin za nie swoje błędy, użerać się z kim się da. Nikt nie doceni, nikt nie współczuje, nikt. Tylko krzyki, dyby i pręgierz.
Chlip.
Chlip.
Smark.
Teraz powinno być wam przykro i wstyd, zwłaszcza jak sobie zwizualizujecie, jak chlipię w kąciku skulony, z moczem z tego bólu oddanym pod siebie.
Chlip.

poniedziałek, 3 marca 2014

Pit-aja

Trochę dałem dupy, bo pomysł na ten post powinien mi się w łebie już parę tygodni temu urodzić, ale w nim poruszona będzie kwestia podatkowa, a ja przecież w tych sprawach wyjątkowo tępy jestem, nawet jeśli nie chodzi o moje podatki. Generalnie w temacie finansowym wykazuję się IQ na poziomie temperatury ciała.
Do rzeczy. Widzą państwo po lewej ten link na samym szczycie? Niby można powiedzieć, że to w chuj głupie pytanie, bo jakby byli ślepi, to by nie wchodzili na blogaska, bo trochę się raczej ciężko czyta nie widząc. Jednak tak naprawdę pytanie głupim nie jest, bo raz, że to ja je zadałem, czyli z definicji jest inteligentne, przenikliwe, głębokie i wszyscy chcą się z nim ruchać, a dwa skoro link wisi tam i wisi, to się przecież w końcu przestaje go zauważać, bo to już stały wystrój wnętrz. Znaczy dobrze, może nie wszyscy, ale mnie podobni na pewno. 
Rachunki do comiesięcznego opłacenia mam równo położone na taborecie, który mijam x razy dziennie i spoglądam co rusz. Wow! Rachunki takie widoczne! W oczy się tak rzucają! Uszanowanko rachuneczkom! Wow! Proszę zgadnąć, jak często płacę je w terminie i dlaczego wszędzie mam karne odsetki za nieterminowe spłaty. Wjebuję się codziennie prawie w ten taboret, ni chuja nie da się go nie zauważyć, ale jak tylko przychodzi termin zapłaty, to znika kurwa i pojawia się tydzień później. "Abrakadabra, to czary i magia."*
Tak też zakładam, ze z tym linkiem może być, a teraz właśnie jest okres 1% i jeśli państwo nie mają pomysłu, albo innego celu, to ze swojej strony prosiłbym dać na leczenie Marty, a jeśli mają państwo cel albo pomysł to też spoko. No i pod warunkiem, ze jeszcze państwo nie złożyli, bo część już mogła, ale, jak stoi na wstępie, dałem dupy. Ważne, żeby kasa nie poszła na przepierdolenie przez skarb Kraju Cebuli  (a jak ktoś złożył i nie dał gdzieś jednego procka, to mam nadzieję, ze się wstydzi i wie, że wszyscy go teraz palcem pokazują)
Z góry dziękuję.

*-a czy ktoś pamięta w ogóle skąd ten cytacik, z piosenki jakiej. Takie to pytanie do starszych, bo "gimby nie znajo"

piątek, 21 lutego 2014

Konsekwencje

Z tym "stop making stupid people famous" to jednak nie był najlepszy pomysł. Nie mam o czym pisać przez to, bo zgodnie z założeniem nie mogę się wypowiedzieć o poglądach księdza Kakaowe Oko, ideologii Kemper i odnieść się do poglądów naczelnej chamówy RP Krysi Zawsze Dziewicy P. Może się złamię, może Klempa i Czoko-oko zaistnieją tutaj, ale o tej burej suce P. ani, kurwa, słóweńka nie będzie. Krysiu cię nie pozdrawiam, zdechnij, bądź, jak to się mówiło u mnie na podwórku, "zgiń, przepadnij, w gówno wpadnij"
Na sytuację na Ukrainie jestem za słaby merytorycznie.
Z pacjentami też szału nie ma, bo jak kiedyś pisałem zakład podstawowy pracy wymusił na mnie przejście na kontrakt, żeby mnie w perspektywie wyruchać. I powiedzmy, że wyruchał, bo od tego roku pracuję tylko w wymiarze godzinowym połowy etatu. Wpadam na zakład raz w tygodniu na 24 h, więc pacjentów widuję z rzadka, co znacząco obniża ich potencjał wkurwienny. W pozostałych zakładach pracuję również na cząstkowe części etatu, więc większość tygodnia mogę poświęcić na opierdalanie się i inny wellness. Finansowo jest git. Nie jest to niestety te sześć tysi za dyżur, o których jakiś debil mówił dla "Newseeka", ale i tak nie narzekam.
Mam duży poziom zen, więc trudno mi się wspiąć na wyżyny cięzkiej kurwy, na której najlepiej mi się pisze. Kontakty z populacja ludzką też są znacząco mniejsze niż do tej pory, więc nawet, jak ktoś mnie wjebie, to ciśnienie mi szybko opada.
Wiecie jednak jak to jest, chwilowo kwiatki, ptaszki i tęcza z dupy, a jak jebnie, to nie będę z napierdalaniem notek nadążał

środa, 5 lutego 2014

Raz dwa

Szybko, szybko, bo czasu nie ma, ale jednak podzielić się chcę częścią dnia dzisiejszego.

Gdyż nie mogę się zdecydować, kto mnie dzisiaj bardziej wkurwił: czy głosujący dziś przeciwko rezolucji przeciw homofobii europosłowie PO z młodym Wałęsą na czele, po którym, nie wiem sam czemu, spodziewałem się czegoś więcej. Czy jednak minister Zdrojewski i 6 mln PLN publicznej kasy rozpierdolonej na kościółek pod przykrywką zasponsorowania muzeum JP II.

Ten brak zdecydowania utrudnia mi zogniskowanie wzbierającej kurwicy, a nie lubię się wkurwiać po łebkach

wtorek, 28 stycznia 2014

Trudne słowa

Się douczam na palmie. Robi się nadspeckę, więc ma się za swoje i popierdala się do Centrum Magii i Iluzji (potoczna nazwa Centrum Medycyny Inwazyjnej). Duży stres miałem przed tym stażem, bo to na urologii staż, więc istniało znaczne ryzyko, że trafię na blok operacyjny, a wówczas bym umarł. Szczęściem wylądowałem w poradni, gdzie jest milo i się nawet czegoś uczę.
Uczę się na przykład, że w populacja mężczyzn polskich ma zajebisty problem z nazewnictwem swojego najważniejszego organu i wszyscy wiemy, że nie chodzi tu o mózg ani serce. Okazuje się, że w języku powszednim, a grzecznym nie funkcjonują słowa jak: prącie, członek ani penis. Na pewno znane im jest to epicentrum istnienia pod nazwą kutas, chuj, pała, lacha, fiut i znacznie rzadziej zapewne używane są zaganiacz, kutafon, wacek i inne (tu mamy całą i uroczą listę-> tu), ale jak to ich u lekarza użyć, nie wypada przecież. 
Jak więc mówią mężczyźni o swoim najlepszym przyjacielu zastanawiają się państwo. Otóż bezpiecznym okazało się słowo: siusiak. Taką odpowiedź wybrało 90% respondentów, 10% woli użyć określenia siurek. Znamiennym jest, że wpływu na dobór słownictwa nie mają wiek, wykształcenie ani pozycja społeczna. Wszyscy jak jeden mąż mają siusiaki. Smutne to nieco, prawda? XXI wiek, centrum Europy, Unia Europejska nawet, a dorosłe chłopy językową upupione w okresie wczesnoszkolnym. Oczywiście można powiedzieć, ze to stres związany z wizytą w przychodni, z chorobą etc. U pewnego odsetka zapewne, u znacznej jednak części, zakładam, to wina purytańskiego, a jakże popularnego w tym kraju wychowania, gdzie sfera seksualna w domu była fe i grzech, a rozwinęła się  językowo i równocześnie wulgarnie dopiero wśród kolegów z klasy, podwórka, wojska. I zapewne z chujowej edukacji i nieczytania, kurwa, książek też. Teraz jeszcze internety do tego dochodzą. 
Ostatnio jakiś print screen z forum czytałem, gdzie wczesny nastolatek mówi, że nie wie, jak założyć prezerwatywę, a chce uprawiać ze swoją dziewczyną seksy i czy to w ogóle musi ta guma być, bo skończyć w niej to obleśne jest, bo przecież wszyscy wiedzą, że dziewczyny to najbardziej lubią spust na brzuch albo cycki. On to by najchętniej od razu na twarz, ale może nie przy tym wymarzonym, najpiękniejszym ich pierwszym razie. Ale na brzuch to już spoko (twarz to przy drugim, najpóźniej przy trzecim, ale wtedy to po analu. Z kolegami.).
Nie wiem, może przesadzam, może to ubóstwo językowe ma związek li i tylko z niechęcią przed wyciąganiem intymności na światło dzienne przed obca osobą, ale jak w odpowiedzi na pytanie "jaki pan zabieg miał wykonywany", pada "rozpychanie siuśka", to se myślę, jak ktoś się, kurwa,  może w tym kraju sprzeciwiać wprowadzeniu wychowania seksualnego do szkół