wtorek, 24 maja 2016

Komplementa i superlatywy

Wychodzę se z gabinetu a rejestratorka z poradni się zwraca do mnie tymi słowa:
-Panie doktorze, a pani taka a tak powiedziała, że na pana skargę napisze!
- A to ona potrafi pisać?- się zdziwiłem nieco, bo pani taka a taka, to na serioszkę przykład wtórnego analfabetyzmu.- Zresztą skąd pani wie, że to o mnie chodziło, przecież pani taka a taka od roku nie jest w stanie się nauczyć, jak się nazywam.
-Bo powiedziała, że napisze skargę na tego brodatego chuja.

Badum tsss

Tak więc drogie dzieci pamiętajcie, nie wolno mówić osobom z BMI 39, że ich dolegliwości, jak bóle stawów kolanowych, łatwa męczliwość, duszność wysiłkowa, zaburzenia glikemii są związane z otyłością, bo skutkuje to skargą i epitetem.

niedziela, 22 maja 2016

Trójmiejski Marsz Równości edycja 2

W momencie, kiedy tłusty oblech drze do ciebie i twoich znajomych ryja, wyzywając od śmierdzieli, brudasów i życząc nam, żebyśmy zdechli, to masz świadomość, że ten marsz był zajebiście potrzebny. Z drugiej strony zastanawiasz się, jakim cudem tłusty, jebiący potem, niskozawieszony oblech ma tak wyjebane w kosmos ego, żeby uważać, że ponad sto osiemdziesiąt cm, proporcjonalnego chłopa z wyględnym ryjem, pachnącego Markiem Birleyem jest w jakikolwiek calu kimś gorszym od niego. Tylko dlatego, że nie wkładam penisa w pochwę? Śmiem twierdzić, że tłusty oblech też go w żadną raczej pochwę nie wkłada. Chyba że se słoniny ukręcił i pod warunkiem, że zdążył ruchnąć zanim tę słoninę wpierdolił.
Po marszu widać, jak się sytuacja w kraju zmieniła. Uczestników o ponad połowę mniej niż w zeszłym roku. Agresja kontrdemonstrantów znaczniejsza, z tego powodu marsz skrócono i zmieniono trasę. Zapewne wiecie już, jak to wszystko wyglądało, bo mnóstwo filmów w internecie. naprawdę po raz kolejny chciałbym podziękować policji, bo odwalili kawal świetnej roboty. Bo to dzięki nim na marszu w tłumie było pięknie. Uśmiechnięci, wyluzowani ludzi, grała muzyka, bębny biły, ktoś tam tańczył, latało konfetti, bańki mydlane, wszyscy uprzejmi, zadowoleni. Śpiewała Małgorzatta z Krainy Łagodności, burmistrz Bergen zapraszała do siebie, przepięknie przemawiała Magda Doborzyńska. Ludzie, kurwa, zupełnie inna Polska. Jedyne w swoim rodzaju przeżycie. 
Dlatego zachęcam już teraz, żeby wpaść w przyszłym roku. Mimo że rozumiem, ze ktoś może nie przyjść, bo się boi. Totalnie rozumiem, ja też się boję. Wpierdolu chociażby, albo że jakiejś kurwie uda się dorzucić we mnie kamieniem. Właśnie dlatego te marsze są potrzebne, żebyśmy nie musieli się bać, że jakiś tłusty oblech uzna w swoim śmierdzącym łbie, że ten wpierdol nam się należy tylko dlatego, że jesteśmy jacy jesteśmy. Warto mimo wszystko ten strach przełamać i wpaść, dla tej chwili wyzwolenia, dla oderwania się od rzeczywistości.
Rozumiem też, że ktoś nie chodzi na marsz, bo nie odpowiada mu jego forma, bo uważa to za nadmierną demonstrację bycia jednym z LGBTQ. Jest to twoje prawo, ale nie rozumiem już, jak może potem w internetach komentować, że ona/on mieszka ze swoją dziewczyną/swoim chłopakiem i nikt im problemów nie robi, że taki marsz właśnie, to wywołuję agresję wśród społeczeństwa, że przez marsz, że przez aktywistów środowisko jest źle postrzegane, że fe i syf. Posłuchaj więc tępa dzido, posłuchaj smutny fiucie. Właśnie dzięki temu, że ktoś kiedyś, w gorszych czasach niż teraz organizował te marsze i na nie zapierdalał, że ktoś właśnie na tych marszach został obrzucony kamieniami, słownym gównem, że ktoś dostawał wpierdol, a mimo to ciągnął te marsze, ciągnął całą swoją aktywność, właśnie dzięki temu możesz w względnym spokoju mieszkać ze swoim partnerem tej samej płci w waszym pierdolonym gniazdku miłości. I niech dotrze do twojego pustego łba, że gdyby nie te marsze, które teraz są, gdyby nie te siedemset osób, które pojawiło się wczoraj w Gdańsku, to obecna sytuacja w kraju może doprowadzić do tego, że nagle zaczniecie komuś przeszkadzać, mimo że do tej pory was tolerował lub miał na was wyjebane. Nie chodźcie więc wasze prawo, które szanuję w całej rozciągłości, ale nie ważcie się, kurwa, krytykować.
Zapraszam więc za rok, mam nadzieję, że będzie nas więcej, chociaż chuj wie, co będzie za rok, bo w tej chwili przyszłość, którą wiedzę nie wygląda za ciekawie. Mimo to zapraszam, chodźcie, żebyśmy nie musieli się bać, żeby nikt nie musiał się bać.

sobota, 14 maja 2016

Gołąbek pokoju

Miała być notka zapraszająca na przyszłotygodniowy Marsz Równości, bo takie tygodniowe wyprzedzenie jest fajne i każdy se może zaplanować. Jednakże los zadecydował inaczej i postanowił zesłać na mnie incydent. A było to tak.
Dziś, w tych jakże pięknych okolicznościach przygody, rozbujałej wiośnie ludność piesza i rowerowa wyszła na miasto oddawać się rozrywkom i rekreacjom w formach różnych. Niektórzy pokurwiali na rowsie na bazar w Stoczni, żeby opierdolić bułkę z matiasem*  i nakupować produktów spożywczych. Inni natomiast siedzieli na ławeczkach i karmili gołębie. Czasem ich drogi się przecinały. I tak, wracając ze stoczni pociągałem se przez Dolny Wrzeszcz, na ławeczce koło ścieżki siedział sobie starszy pan i karmi gołębie, które łagodnie i uważnie zlatywały na trawnik. Poza jednym, który nie wiedział, czy bardziej boi się człowieka na rowerze, czy jednak chce wpierdolić chleb mocno. Nie wiadomo, czy był najgłupszy w stadzie, możliwe, że starzy go nie kochali, a w szkole inne pisklęta go napierdalały. A może był bojownikiem o wyzwolenie gołębi i Gdańska spod jarzma ludzkiej okupacji. Może obecnym władzom udało się zasiać w jego niewielkiej główce jakże popularny ostatnio pogląd, że cyklizm to zło, pedalstwo i kurewstwo. Nie wiadomo i nigdy się tego nie dowiemy szanowni czytelnicy. Tak czy inaczej niezdecydowany gołąb, po chwili wahania, podjął iście salomonową decyzję i mając do wyboru przepyszny świeży chleb albo ucieczkę przed złem postanowił wlecieć mi w mordę. Tak szanowne państwo, nie przeoczyliście się, dziś dostałem w ryj lecącym gołębiem. Dostanie lecącym gołębiem w ryj jest ohydne. Dostanie lecącym gołębiem w ryj boli. Mam nadzieję, ze tego jebanego gołębia też. Mam nadzieję, że jego ziomkowie się z niego tak samo brechtali, jak przechodnie ze mnie. Nie miałem okazji się z nim policzyć, bo spierdolił. Jednak jeśli się okaże, że mi sprzedał w czasie tego krótkiego kontaktu, jakiegoś syfa, bo te latające szczury, te ptasie śmietniki mogą na sobie parchów chuj mieć**, to przysięgam na moją ssaczy honor, że znajdę i zajebię. Tak mi dopomóżcie Wielkie Łożysko, Święta Żyworodności i Błogosławione Sutki z Mlekiem!

* Bardzo  polecam, bo to w tym roku moje przekąskowe odkrycie, jak państwo, zwłaszcza zamiejscowe, bo miejscowe, to może wią, będzie w sobotę w Gda, to bujnąć się do Stoczni i przed zwiedzaniem ECS-u wciągnąć bułę z matiasem na BioBazarze, żeby na zwiedzanie siłkę mieć. 
** se posprawdzałem i łazić po mnie mogą teraz wszy gołębie, pluskwy gołębie i mieszkaniowe, wszoły, wirus żółtego guzka, świerzbowce, a jeśli trafił mnie kloaką to jeszcze rzęsistki, pierwotniaki krwawej biegunki, o licznych robakach nie wspominając.

poniedziałek, 9 maja 2016

Interakcje ludów północy

Przez to że od lat pracuje z ludźmi niewiele mnie już zaskakuje w ich zachowaniu, przekłada się też to  na ogół społeczeństwa. Nie dziwi więc mnie za specjalnie, że jakiś bliżej niezidentyfikowany pan w wieku średnio zaawansowanym widząc mnie jadącego rowsem na siłkę postanawia krzyknąć do mnie "O jak jedzie bezrobotna kurwa z Kartuz". Oczywiście zastanawia mnie nieco w jaki sposób określił mój status zawodowy i miejsce zamieszkania, bo po ciepłym weekendzie spędzonym głównie na podwórku i związaną z tym opalenizną, to raczej oczekiwałbym jakiegoś wyzwiska związanego z kradnącym pracę imigrantem. Też nie za bardzo wiem, czemu obrażać by mnie miało bycie Kartuzem. I nie wiem dlaczego uznał, że dałbym mu się ruchnąć za kasę, aczkolwiek w tym przypadku sądzę, że z przyzwyczajenia tej kurwy użył. Jednak nie dziwi nic a nic. W ogóle to całość epitetu oceniam bardzo wysoko, choć nie wiem czym zasłużyłem sobie na te atencję. On na chodniku se stał, ja powoli ścieżką pociągałem. Coś widocznie musiało mu nie grać. Jego prawo, żeby wyrazić niezadowolenie. Aczkolwiek trafiła mi się szansa na odrobinę odświeżającego zdziwienia, bo pan starszy nie trafił na mój najlepszy humor, więc zamiast zlać zaczepkę ciepłym moczem i pojechać dalej, zarzuciłem ciętą ripostą wujka Staszka i uprzejmie zasugerowałem, żeby spierdalał (nieco mi wstyd za żenujący brak finezji z mojej strony), na co zareagował wielkim oburzeniem. Czemu wyraz dał słownie krzycząc za mną, co to za zachowanie i że chamstwo się szerzy, jakiejś kurwy też wątku użył.
I tak nie wiem teraz, bo ciężko mi na serduszku, że zraniłem uczucia nieznajomego narażając go na okrucieństwo teraźniejszego świata, czy w przyszłości, biorąc udział w  podobnym wydarzeniu nic nie odpowiedzieć oponentowi i tylko się zawstydzić moim kurewstwem, bezrobociem, kaszubszczyzną, czy o czym tam akurat zostanę poinformowany. Czy jednak rzucić mu się do stóp krzycząc "Ucz mnie mistrzu! Pobłogosław mnie i pozwól mi zaczerpnąć z krynicy swej mądrości! "

sobota, 30 kwietnia 2016

Najlepsza zmiana

W moim średniej wielkości ośrodku nie było w tym roku żadnego przeszczepu nerki. Szkoda i trochę dziwnie, bo dotychczas o tej porze roku, mimo że ośrodek średniej wielkości, zawsze kilkoro świeżo przeszczepionych pacjentów już było. W zeszłym roku, dwa lata temu i trzy też. Tylko w tym cicho sza i nic się nie dzieje. Wiadomo, to że do tej pory przeszczepów tyle a tyle było nie warunkuje, że nadal tyle a tyle musi ich być, nic to że przez ostatnie lata akurat tak się zdarzało, że nawet w przypadku miesięcznego zastoju, w kolejnym miesiącu przeszczepów było z nawiązką. W zeszłym roku, dwa lata temu i trzy też.
W końcu ośrodek średniej wielkości, może się nie złożyło, może biorcy się nie kwalifikowali, w końcu przeszczep nerki to nie takie hop siup, a w medycynie rzadko są pewniki. Nie chciałbym dlatego wyciągać pochopnych wniosków, bo w końcu ośrodek średniej wielkości, obserwacje jedynie z trzech lat. Jednak kiedy się dowiaduję od kolegów z innych ośrodków, większych, prężniejszych, że u nich w tym roku również ilość przeszczepów  spadła, to siłą rzeczy nasuwa się myśl, jaka to zmiana nastąpiła, że ten rok tak różni się od poprzednich. Kiedy zaś słyszy z bardziej doświadczonych ust, rzucone mimochodem hasło "Efekt Ziobry", to klaruje się, że te wnioski może wcale takie pochopne nie są.

wtorek, 12 kwietnia 2016

Srebrne usta 2016

I znowu zjebałem okazję, żeby mieć prześmieszną anegdotkę do opowiedzenia. Oczywiście nie tak śmieszną, jak chęć Peatza do koncelebracji chrztu Polski, bo przy anegdotce tej nikt by ni pierdolnął na podłogę i nie rżał, jak to mi się przytrafiło, z tym wyjątkiem, że akurat leżałem na kanapie, więc pierdolnąłem w nią nieco głębiej, ale i tak dowcipnej dość. A wszystko przez to że mnie matka dobrze wychowali.
Mamy pacjentkę taką jedną, która, poza wieloma chorobami różnymi, charakteryzuje się tym, ze jest straszliwą suką. I nie jest to moja subiektywna opinia, bo zawsze w takich sytuacjach zakładam, że to ja mogę być przykrym chujem, ale każdej osoby, z którą dane mi było o pacjentce rozmawiać. Informowanie innych lekarzy, że podsyłam im tę panią właśnie na konsultację powodowało reakcję "ja pierdolę" dość często wyartykułowaną (zamiennie ze zrezygnowanym "acha"). Pielęgniarki po kontakcie z pacjentką za kazdym razem wytrącone z równowagi cedziły brzydkie słowa przez pianę na ustach. Jedyną korzyścią z jej wizyt był fakt, że na jej widok współpacjenci uznawali, że wcale nie są tak bardzo chorzy, jak im się wydawało i udanie się gdziekolwiek w pizdu byle dalej jest niezwykle atrakcyjnym pomysłem. 
Jak panią scharakteryzować można, jak opisać? Ciężko, bo żaden z epitetów nie odda idei. Musi wystarczyć wam, że emocje wzbudza u mnie podobne, a nawet i gorsze, bo mam z nią kontakt w realu, jak pewna posłanka Krystyna. Domyślacie się która, mam nadzieję. 
Tak więc pani ostatnio zrobiła nam pracy suczogedon kończąc darcie ryja słowami "Ja tu przez was zdechnę" i w tym momencie straciłem szansę na wymienioną w tytule nagrodę, bo zamiast powiedzieć moim lekko zachrypniętym barytonem, głośno, wyraźnie i prosto w twarz, to tylko wysyczałem cicho pod nosem "No taką mamy, kurwa, nadzieję"

wtorek, 22 marca 2016

Stażcepcja

Na kolejnym stażu jestem. Już zacząłem pisać, jaki biedny jestem na nim, ileż nieszczęścia, że już, kurwa, od ośmiu lat, co rusz po obcych oddziałach i klinikach popierdalam, że ja już, kurwa, nie mogę i nie wytrzymię, ale postanowiłem się nie mazać. Nie napiszę więc jaki biedny jestem, ileż nieszczęścia mnie spotyka, że już kurwa, od ośmiu lat, co rusz po obcych oddziałach i klinikach zapierdalam, że ja już, kurwa, nie mogę i nie wytrzymię. 
Nie zdradzę też sekretu, jak  lekarze większości tych klinik oddziałów usprawnić sobie mogą pracę na tych oddziałach i w tych klinikach. Nie wspomnę, że gdyby zajęli się tą swoją pracą zamiast licytowaniem się, które tą pracą jest najbardziej zajebane, oraz popierdalaniem w kółko i odbijaniem się od ścian i od siebie nawzajem, to mogliby zauważyć, że jakoś w chuj czasu mają. No ale, jak napisałem, zdradzić nie mam zamiaru tego sekretu.
Nie powiem też, ze za każdym razem, jak z uśmiechem mówię, że wspaniały to staż, najlepszy, wiele się uczę i wiele z niego wynoszę tak naprawdę w głowie mi się dzieje to, co na tym filmiku od sekundy czternastej:

                    

Tylko zamiast krzyków w języku obcym donośnie brzmi "KUUUURRWAAA!". Nie wspomnę o tym, o nie.

Generalnie, jak zapowiedziałem, nic nie napiszę i skarżyć się nie będę, jaki to biedny jestem, ileż nieszczęścia mnie spotyka, że już kurwa, od ośmiu lat, co rusz po obcych oddziałach i klinikach zapierdalam, że ja już, kurwa, nie mogę i nie wytrzymię.